Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła > Śpiew z pożogi


Śpiew z pożogi

 

• Baczyński Krzysztof Kamil •

• 1947 •

 

Młody Krzysztof Kamil właśnie w czerwcu 1939 roku ukończył szkołę średnią i wyjechał na wakacje do Bukowiny Tatrzańskiej. 27

lipca zmarł jego ojciec, 1 września rozpoczęła się wojna. Historia zaczęła się powtarzać. Podobnie jak Juliusz Słowacki po

przedwczesnej śmierci ojca pozostał sam z matką, i podobnie jak poprzedzający go poeta romantyczny w czasie powstania

listopadowego, gwałtownie został wciągnięty w bezlitosne tryby historii.

Nie dowierzał jej jeszcze w latach licealnych. Uważał, że jeżeli gdziekolwiek istniała kraina arkadyjskiej łagodności, to tylko w

dziecinnej wrażliwości, która z konieczności musiała przekształcić się w rozczarowanie dojrzałością. Nie przypuszczał jednak, że

nieunikniony upadek będzie tak okrutny. Elegia o... (chłopcu polskim), napisana w marcu 1944, roku staje się zrealizowaną wersją

okrutnego losu dziecka, zapisanego przez Adama Mickiewicza w wierszu Do matki-Polki. Jeden z pokolenia, które było

pierwszym mającym po 130 latach szanse żyć w normalnym państwie, zagarnięty został przez powracającą tragedię ojczyzny,

zmuszony został powtórzyć zaangażowania patriotyczne swojego dziada i ojca. Historii jednak nie da się powtórzyć. Baczyński o

tym wiedział i w wierszu Spojrzenie zapisał rozmaitość ról, które przyszło mu grać, zadań, którym musiał sprostać i nadziei,

których nie udało się ocalić:

 

   I jeden z nas — to jestem ja,

 

   którym pokochał. Świat mi rozkwitł

 

   jak wielki obłok, ogień w snach

 

   i tak jak drzewo jestem — prosty.

 

Wielka miłość Krzysztofa i Barbary Drapczyńskiej, od czerwca 1942 roku żony poety, stała się legendą polskiej literatury.

Zapewne wielka w tym zasługa Ewy Demarczyk, która rozsławiła jako piosenkę wiersz Niebo złote ci otworzę... Jednak legendy

zwykle upraszczają o wiele bogatszą rzeczywistość. Jakkolwiek wiemy, jak czułą opiekunką chorowitego poety była Barbara,

wiersze przynoszą obraz miłości bogatej, ale i pełnej napięć.

 

Baczyński zmierzał wyraźnie do idealizacji miłości. Kiedy pisał "Więc pokochałeś kruche, ciepłe ciało" (Dwie miłości), w drugiej

strofie dodawał, że pokochał także „ziemię grozy”. Owa piękna miłość nie była dla poety przedziwnym kwiatem, który

nieoczekiwanie wyrósł na śmietniku historii. Świat jest jeden i wszystko się z sobą łączy.

 

Najważniejsza była nadzieja przeciw okrucieństwu. Poeta próbował Barbarze otworzyć złote niebo, ale i ją prosił, by wyjęła mu z

oczu „szkło bolesne — obraz dni”. Czy to było możliwe? Zapewne nie. Słusznie się mówi raczej o erotykach Baczyńskiego, niż o

wierszach miłosnych. Ciało odgrywa w nich ważną rolę — i niejednoznaczną. „Słowicze formy” ciała kobiety ożywia często obraz

„mleka płynącego w smukłym dzbanie”. W wierszu Noc powie poeta do ukochanej: "Madonno moja grzechu pełna". Tak więc

sąsiadują w poezji Baczyńskiego obrazy anielskiego ciała kobiety, przeświadczenia o podłożu grzechu ze zła towarzyszącego

zmysłowemu pociągowi oraz motyw dzbana pełnego mleka, stanowiącego symbol odradzającego się wiecznie życia. Kobieta

według poety pośredniczy między mężczyzną a kosmosem, ale odbywa się to za cenę nieusuwalego konfliktu między

pierwiastkami żeńskim i męskim. Szczególnie ciekawie w tym kontekście przedstawia się tajemniczy i bardzo bogato

zmetaforyzowany wiersz Biała magia.

 

   A drugi z nas — to jestem ja,

 

   którym nienawiść drżącą począł,

 

   i nóż mi błyska, to nie łza,

 

   z drętwych jak woda oczu.

 

Zadziwiające to było — poeta o zdecydowanych pacyfistycznych poglądach, chorowity, wiele godzin spędzający w łóżku,

podejmuje decyzję przejścia przeszkolenia wojskowego i wstąpienia do oddziałów AK. Nie na wiele się przydał walczącym, a sam

tę decyzję przypłacił życiem.

 

Baczyński był uczniem nie tylko Juliusza Słowackiego, który wyrażał przekonanie, że „z ducha wszystko jest”, ale i uczniem

Cypriana Norwida, który wielokrotnie podkreślał, że myśl powinna poprzedzać czyn. Bynajmniej jednak nie śnił mu się jakiś wiek

złoty przewidziany w nieokreślonej przyszłości. Wieki uczą nas tylko tyle, że ciągle płynie „krew ta sama spod kity czy hełmu”.

Liczne spierające się grupy, walczące ze sobą strony spotykały się z ostrą odprawą poety (por. wiersz O miasto, miasto...).

Ideologie pośpiesznego czynu krytykował jako zaprzepaszczające cel nadrzędny — wyrastający z wiary. Baczyński bynajmniej

nie był dumny, że zrodziła się w nim nienawić, że „nóż mu błyska” w dłoni.

 

Poczucie wspólnoty ludzkiej było jednak tak silne, że kazało mu przyjąć na siebie wspólne doświadczenie pokolenia (Pokolenie).

Wiersz zaczyna się od opisu bujnie rodzącej ziemi. Płodność ziemi syci się krwią padłych w bitwach. Dopiero teraz Baczyński

mówi, czego to pokolenie zostało nauczone — że nie ma litości, nie ma sumienia, nie ma miłości. Konieczność bezlitosnej walki

przynosi skutek bynajmniej nie podnoszący na duchu:

 

   Wstajemy nocą. Ciemno jest, ślisko.

 

   Szukamy serca — bierzemy w rękę,

 

   nasłuchujemy: wygaśnie męka,

 

   ale zostanie kamień — tak — głaz.

 

Konsekwentna jest pointa — bohaterowie walki nie wiedzę, czy będą „kartami iliady rzeźbionymi ogniem w błyszczącym złocie”,

czy też może dojdzie do tego, że potomni postawią im krzyż nad grobem... z litości. Tak więc zdaniem Baczyńskiego, jego

pokolenie było pod każdym względem przegrane, bez szans i bez stworzenia przesłania, które by miało jakąś wartość dla

potomnych.

 

   A trzeci z nas — to jestem ja

 

   odbity w wypłakanych łzach,

 

   i ból mój jest jak wielka ciemność.

 

Nadzieją na wyjście z tego kręgu niemożności pozostała wiara. Wiele z własnych nadziei wyraził poeta w wierszach do matki,

która była gorąco wierzącą katoliczką. Szczególny to adresat wierszy — daleki od ortodoksji poeta do wiernej Kościołowi matki

pisze najbardziej niepokojące wiersze.

 

Swoista kosmologia Baczyńskiego zakładała wszechistnienie wszystkiego, wędrującą w lustrzanych przestrzeniach

wszechświata serię odbić z jednej strony przeciwstawiających Boga człowiekowi, z drugiej zbliżających ich do siebie. Pełen

napięć był ten świat:

 

   Sny są mocne jak wiara.

 

   U drzwi kolumny ognia.

 

   Noc powstaje w pożarach,

 

   zmartwychwstanie i zbrodnia.

 

   (Noc wiary)

 

W zapisach doznań religijnych Baczyńskiego nie odnajdujemy uspokojenia. Wręcz przeciwnie — jak w pierwotnym doświadczeniu

sąsiadują tu z sobą elementy grozy i wszechmocy Boga, siły i tajemnicy, przerażenia i fascynacji. Jednak ten elementarnie obcy

człowiekowi świat boskości był jedynym sensownym punktem odniesienia dla bezsensownie nakładających się na siebie

kolejnych warstw ludzkiego cierpienia i bezsensu.

 

   I czwarty ten, którego znam,

 

   który nauczę znów pokory

 

   te moje czasy nadaremne

 

   i serce moje bardzo chore

 

   na śmierć, która się lęgnie we mnie.

 

Tak widziana całość świata uczy, że właściwie najważniejsze jest zdobycie pokory wobec niepoznawalnego, że wszelkie czasy, a

szczególnie okres wojny, który przyszło poecie przeżywać, są czasami nadaremnymi.

 

Wojna była dla poety przeżyciem ekstremalnym. Jednak należy pamiętać, że w innych czasach, choć mniej ostro to widać,

sytuacja egzystencjalna człowieka jest bardzo podobna. Stworzył więc Baczyński w najlepszych swoich wierszach bardzo

zawikłany obraz świata i miejsca w nim człowieka. Rozbudowana metaforyka raczej powinna utrudniać lekturę jego wierszy.

Jednak legedna wojennej miłości i niejasność niektórych sformułować pozwoliły stworzyć również legendę anielskiego bohatera,

patrona późniejszych sprzeciwów wobec niewolenia człowieka przez totalitaryzm, także komunistyczny. Głębsze odczytanie jego

wierszy pozwala jednak odnajdywać coraz to nowe treści — przeczące czasem legendzie, jednak uzasadniające uznanie dla

wielkości tej poezji.

 

Wszystkie materialy zawarte na tej stronie sa wlasnoscia ich autora, nie ponosze odpowiedzialnosci za tresci zawarte w nich.
Wszelkie prawa zastrzeżone 2009 www.wypracowania24.net - opracowania, referaty, język polski, sciagi, kolokwium, streszczenia lektur
Design sk8s