Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła > Trans–Atlantyk


Trans–Atlantyk

 

• Gombrowicz Witold •

• 1953 •

 

Trans–Atlantyk pozornie jest powieścią autobiograficzną. Fabuła osnuta została wokół przybycia Witolda Gombrowicza do Buenos

Aires w końcu sierpnia 1939 roku na pokładzie statku „Chrobry” (narratorem powieści jest pisarz polski, Gombrowicz, którego –

rzecz prosta – nie należy w bezkrytyczny sposób utożsamiać z osobą autora). Realistyczny początkowo opis niezbyt

serdecznego przyjęcia pisarza przez środowisko polonijne (wstrząśnięte niemieckim atakiem na Polskę) stopniowo zmierza ku

grotesce i fantastyce psychologicznej. Wraz z rozwojem akcji, wydobywającej coraz to inne cechy polskiego środowiska

emigracyjnego w Argentynie, czytelnik utwierdza się w przekonaniu, iż polska mentalność stanowi w istocie swoistą sarmacką

skamielinę. Relacja z podróży niepostrzeżenie przeradza się w gawędę szlachecką. Dwudziestowieczni polscy dyplomaci i

emigranci okazują się nosicielami staroszlacheckich wad narodowych: wielbią wszystko, co polskie. Bezkrytyczni wobec siebie,

niechętni wobec cudzoziemców i ich zwyczajów, rubasznością i pychą maskują swe niekorzystne położenie. Ambasador

Kosiubidzki megalomańskim krzykiem usiłuje zagłuszyć rzeczywistość: „Już my wroga Pokonamy, zwyciężymy, bo w proch

zetrzemy dłonią mocarną najjaśniejszą naszą, w proch, w pył roztrzaskamy, rozbijemy, na Pałaszach, Lancach rozniesiemy a

zgnieciemy i pod Sztandarem naszym a w Majestacie naszym rozmiażdżymy!” Można powiedzieć, że bohaterowie

Trans–Atlantyku to przede wszystkim Polacy starej daty, zakochani w tradycji, pielęgnujący – w wypaczony, karykaturalny

sposób – staropolskie obyczaje.

Główny wątek powieści osnuty został wokół starań Gonzala, argentyńskiego milionera o homoerotycznych skłonnościach, o

względy urodziwego, kryształowo czystego polskiego młodzieńca – Ignaca. Na przeszkodzie bliższej znajomości staje ojciec

młodzieńca, major Tomasz – pomnikowe wcielenie najlepszych polskich cnót. Dochodzi do pojedynku Tomasza z Gonzalem.

Pojedynek – wskutek przemyślnej intrygi – przekształca się w farsę. Podobnego – farsowego – charakteru nabierają organizowane

przez ambasadora imprezy (ich celem jest pokazanie Gospodarzom, że Polacy nie wypadli sroce spod ogona) w rodzaju

polowania na szaraka (bez szaraka oczywiście) czy też kuligu (bez śniegu). Szczególnie żałośnie i deprymująco wygląda to w

konfrontacji z wyrafinowanymi poczynaniami Gonzala. Konfrontacja owa staje się tłem do ukazania zasadniczego konfliktu

powieści: przeciwstawienia „Ojczyźnie” – "Synczyzny”. Pierwsze z tych pojęć oznacza nade wszystko narodową tradycję,

zastygłą w konwencjonalnych gestach i stereotypach myślowych, w kultywowaniu sarmackiej spuścizny. Pojęcie drugie staje się

synonimem młodości, ekspansywności, niekonwecjonalności. „Synczyzna” oznacza pragnienie wyrwania się za wszelką cenę z

kręgu tradycyjnej polskiej niemożności („Naród wasz święty, chyba Przeklęty, Stwór święty Ciemny, co od wieków zdycha, a

zdechnąć nie może! Cudak wasz święty ani Żyć, ani Zdechnąć nie pozwala!”). Postępowaniem Polaków rządzi chęć sprostania za

wszelką cenę tym oczekiwaniom, które narzuca stereotyp „bycia Polakiem”. Temu właśnie przeciwstawia się Gonzalo, który

kieruje się instynktem, którego fascynują ciemne siły.

 

Narrator – pisarz polski Gombrowicz – znajduje się w niełatwej sytuacji arbitra: musi wybrać albo „Ojczyznę”, albo "Synczyznę”.

Początkowo skłania się ku Gonzalowi, w finale jednak krzyżuje jego plany. W finale powieści dominuje wszechogarniający,

oczyszczający śmiech. Nie ma postaci, która nie wybuchnęłaby śmiechem („Ryczą, aż chyba Buchają Śmiechem, Buch,

Śmiechem bach, buch, buch, Buchają!”). I jeśli nawet śmiech nie rozwiązuje konfliktu, to przecież spycha go na plan odległy.

Nakazuje cieszyć się życiem, pomyśleć o nadziei. W tym sensie kończący Trans–Atlantyk śmiech wydaje się zjawiskiem

uzdrawiającym – kojącym narodowe rany.

 

 

„Takiż to rozkoszny był dotąd los Polaków? Nie obrzydłaż tobie polskość twoja? Nie dość tobie Męki? Nie dość odwiecznego

Udręczenia, Udręczenia? A toż dzisiaj znowu wam skórę łoją! Tak to przy skórze swojej się upierasz? Nie chcesz czym Innym,

czym Nowym stać się? Do diabła z Ojcem i Ojczyzną! Syn, syn, to mi dopiero, to rozumiem! A po co tobie Ojczyzna? Nie lepsza

Synczyzna? Synczyzną ty Ojczyznę zastąp, a zobaczysz!” (W. Gombrowicz).

 

„Dzieło Gombrowicza jest stylizacyjną utopią, której celem jest zbudowanie i – dodajmy – odrzucenie modelu idealnej polskiej

mentalności. Utopijność tekstu Gombrowicza polega głównie na osadzeniu polskiej kultury w nieprawdopodobnym otoczeniu.

Stylizacja Gombrowicza jest językiem zdeformowanym, gdyż mimo, czy też właśnie dlatego że wywodzi się ona z tradycji, stawia

sobie za cel jej przezwyciężenie” (E. Sławkowa).

 

Wszystkie materialy zawarte na tej stronie sa wlasnoscia ich autora, nie ponosze odpowiedzialnosci za tresci zawarte w nich.
Wszelkie prawa zastrzeżone 2009 www.wypracowania24.net - opracowania, referaty, język polski, sciagi, kolokwium, streszczenia lektur
Design sk8s