Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła > Przy budowie


Przy budowie

 

• Konwicki Tadeusz •

• 1950 •

 

Świat burżuazyjny jest światem chaosu. Ludzie są trochę dobrzy, trochę źli. Mają pogmatwane biografie. Z dobrych przemieniają

się w złych - i odwrotnie. Akty stworzenia to akty rozdzielenia - ciemności od jasności, nocy od dnia, wód dolnych od wód

górnych... Wedle kosmogonii egipskiej z początkowego błotnego chaosu wyłonił się najpierw "pierwotny pagórek" - a z niego

wszystko inne.

 

 

Krajobraz z nasypem

 

 

Ponad jesiennym krajobrazem pól, łąk i błota - zmieszanych żywiołów wody i ziemi - wznosi się nasyp, po którym już niedługo, w

dniu święta 22 lipca, przejedzie pociąg. Ale teraz trzeba pod nasypem zrobić przepusty, wiadukty, rowy odwadniające. Słowem:

ucywilizować ten "pierwotny pagórek" nowej ery komunizmu. Cóż, kiedy ludzie ściągnięci do tej pracy sami jeszcze tworzą chaos.

Kogóż tu nie ma: przedwojenny podoficer, a teraz szef placówki ORMO, Chrząszczewski, również przedwojenny inżynier Sawicki,

niedoważony sekretarz podstawowej organizacji partyjnej Kiełda, inżynier Broś - po ludzku bojący się konsekwencji niewykonania

planu ( a w owym czasie mogło się to skończyć tragicznie), wreszcie masa chłopów, biedniejszych i bogatszych, którzy ściągnęli

na budowę w nadziei zarobku. A wśród tych ostatnich - przecież generalnie pozytywnych - są też, o zgrozo, złodzieje. Podobny

chaos panuje wśród kadry: pomiędzy inżynierami Brosiem i Sawickim dochodzi nawet do bijatyki. Wśród budowniczych

"pierwotnego pagórka" musi więc znaleźć się ktoś, kto ustali wreszcie porządek, kto oddzieli dobro od zła. Musi zatem zjawić się

Oświecony.

 

 

Kosmogonia

 

 

Pracownik partyjnego aparatu Paweł Czajkowski posłany jest na budowę przez pierwszego sekretarza organizacji partyjnej w

Centrali, Nosala. Ten były murarz, o dłoniach "ciężkich jak worki cementu" jest jedyną w powieści postacią bez skazy. Na

budowie spotyka Paweł referenta modernizacji pracy Kitowicza, który wyznaje, iż " ja chcę zarobić, więcej nic mi do szczęścia nie

trzeba" oraz inżynierów Brosia, Sawickiego i Czapora. Sam jednak zatrzymuje się wśród "maluczkich" - w robotniczym baraku,

wśród nieuświadomionych politycznie chłopów. Oni to - Leon Zawiła, Fidelus, Łaptać , Stanoch - staną się jego apostołami.

Przekształcą się w zaangażowanych członków kolektywu, przodowników partyjnego szkolenia, racjonalizatorów.

 

 

Karman

 

 

Hindusi utrzymują, że prawo karmana (uczynku) działa z nieodwołalną konsekwencją: dobry uczynek zawsze przynosi - w bliższej

czy dalszej przyszłości - szczęście, a zły - niedolę. I tak też jest u Konwickiego. Nie da się zresocjalizować przedwojennych

podoficerów, a nawet inżynierów, choćby i dobrych fachowców. Ba, nawet członek partii, technik Kękuś, zmieniający ciągle pracę i

podstawowe organizacje partyjne, może się tylko staczać w dół. Trójka bumelantów okazuje się oczywiście złodziejami

okradającymi spółdzielcze sklepy. Nawet sprawdzony towarzysz, dyrektor Koleśnicki, łapie się na złych odruchach, wynikających

z oderwania się od klasowych korzeni: "Ot, widzicie, co z człowieka robi dyrektorski fotel. Już zapomniałem mówić z ludźmi".

Upadek czyha na chwiejnych wszędzie. Także żona Pawła, Janka, niezadowolona z faktu, że zjawia się on w domu raz na dwa

tygodnie, ulega drobnomieszczańskim ciągotkom. Nic też dziwnego, że Paweł w chwili czułości czyni jej subtelne, po partyjnemu,

wyrzuty : "Jasiu (...) wychowuję cię i wszystko na nic. Masz, jechał cię sęk, drobnomieszczański charakter".

 

Ale ujawnia się też karman pozytywny: im chłop biedniejszy, tym lepszy i zdolniejszy. Im mniej związany ze starym porządkiem,

tym łatwiej przyjmuje nową "dobrą nowinę".

 

 

Słowo i czyn

 

 

Paweł przybywa na budowę, gdy pracującym tam robotnikom brak motywacji do zespołowego wysiłku i indywidualnej inicjatywy.

Bodźce materialne - czyli przejście na system akordowy - mają niewątpliwie swoje znaczenie, ale tak naprawdę o sukcesie

przesądzić ma nie mamona, lecz słowo. Inżyniera Brosia, starającego się za wszelką cenę wykonać plan, poucza Paweł tak: "z

taką załogą nie dotrzymacie terminu, ale z załogą przygotowaną ideologicznie skrócicie termin". W cudowny zupełnie sposób

rośnie wydajność indoktrynowanych robotników. Przeobrażają się w mgnieniu oka. Słowo towarzysza Pawła w magiczny sposób

oddziela ziarno od plew. Upadają skryci wyznawcy "obcej ideologii", ku lepszej przyszłości zdążają uświadomieni politycznie

robotnicy. Pomimo mrozu posuwają się roboty betoniarskie. Słowo staje się ciałem.

 

 

Mitologia socrealizmu

 

 

"Nic nie przypomina bardziej myśli mitycznej niż ideologia polityczna" - pisał Lévi-Strauss. Ale ideologia to mitologia

zdegenerowana, służąca usprawiedliwieniu historii. Wykorzystuje odwieczne motywy, by nadać sobie walor oczywistości, niemal

prawa naturalnego. Podobnie jak myśl mityczna "planowa gospodarka uwzględnia wszystko, o wszystkim pamięta". O ile jednak

mitologia operuje zastanymi konkretami, ideologia sama "konkrety" tworzy. Dlatego w socrealizmie, przeszczepionym na grunt

polski wraz z sowieckim komunizmem, to ideologiczna "nadbudowa" kształtuje "bazę" , a nie odwrotnie. To świadomość określa

byt. Oczywiście jest to odwrócenie schematu Marksowskiego, ale system, który z kłamstwa uczynił swą zasadę, nie mógł być

ufundowany na niczym innym jak na zaprzeczeniu swoich rzekomych podstaw - a walcząc z religią konstruował swe przesłanie w

quasi-religijnej formie.

 

 

" W 1949 roku jesienią ucałowałem moją młodziutką żonę i pojechałem się oczyszczać. Pojechałem szukać swego

praproletariackiego źródła. Chciałem wstąpić w świętą rzekę losów robotniczych, zanurzyć się w niej po szyję i dokonać aktu

ponownego chrztu, oczyszczenia, może nawet jakiegoś niejasnego odkupienia (...) Pojechałem do Nowej Huty i zwerbowałem się

do Betonstalu jako kopacz, czyli robotnik ziemny. Przez kilka miesięcy na przełomie 1949 i 1950 pracowałem koło Czyżyn przy

budowie linii komunikacyjnej dla przyszłego miasta i kombinatu. Mieszkałem w ogólnej sali w starym austriackim forcie wraz z

krakowskimi i rzeszowskimi chłopami, którym marzyła się kariera robotnicza (...) W ciągu krótkiego dnia przerzucałem żółtą

ziemię z jednego drewnianego pomostu na drugi w przepastnych wykopach pod filary przyszłych wiaduktów. Ale jakoś nie

przybywało mi robotniczej krzepy" ( Tadeusz Konwicki, Kalendarz i klepsydra).

 

Wszystkie materialy zawarte na tej stronie sa wlasnoscia ich autora, nie ponosze odpowiedzialnosci za tresci zawarte w nich.
Wszelkie prawa zastrzeżone 2009 www.wypracowania24.net - opracowania, referaty, język polski, sciagi, kolokwium, streszczenia lektur
Design sk8s