Próchno
• Berent Wacław •
• 1903 •
Problematyka i bohaterowie
Zredukowana akcja właściwa, usunięta w międzyrozdziały, obfituje w retrospekcje, przybliżające przeszłość bohaterów; w II i III
części powieści ma charakter symultaniczny. Toczy się w zasadzie w ciągu kilku dni, wiosną (istotne dla optymistycznego
odczytania metafory tytułowej), według autora - "na wielkomiejskich brukach Europy". Tekst wskazuje na nie nazwane duże
miasto niemieckie i charakterystyczne miejsca zdarzeń: kawiarnia, gdzie "robi się dziś kultura", tyngiel, odosobniona podmiejska
willa.
Typowa dla prozy młodopolskiej problematyka artystowska powieści odzwierciedla dramaty współczesnego artysty (niewiara w
znaczenie sztuki, sens tworzenia i własne siły twórcze) oraz jego filozofię (antynomia wartości sztuki i życia), mity estetyczne,
role i sytuacje (często archetypiczne i usymbolizowane): kapłana i "nadczłowieka"; ofiary, męczennika i chorego; błazna i
psychopaty; Ikara, Narcyza, mieszkańca Wieży z Kości Słoniowej, człowieka o rozdartej duszy albo sięgającego do Świętego
Źródła. Ilustracją są przede wszystkim fragmenty biografii przedstawicieli świata sztuki: aktora Władysława Borowskiego,
dziennikarza Jelsky'ego, poety Müllera, kompozytora Henryka von Hertensteina. Uosabiają oni rozmaite postaci improduktywizmu,
niemocy fizycznej i zwłaszcza twórczej - "przy wielkiej pełni olbrzymiego ducha". Ta "bolesna tajemnica" życia artystów ujawnia
się choćby w nieodróżnianiu świata realnego od świata marzeń, wyjątkowej autorefleksyjności (często obezwładniającej i
autodestrukcyjnej), niszczeniu własnych utworów, rozpaczy i rozpaczliwym hedonizmie, wreszcie w ciążeniu ku śmierci.
Borowskiemu, który dla sceny porzucił żonę, przepowiada się przed wyprawą po nową rolę, że idzie na śmierć; cyniczny dowcip
Jelsky'ego "pachnie" jak lufa rewolweru; Hertenstein zaleca jako lekarstwo malajską truciznę. Są przedelikaceni, zneurotyzowani,
chorowici, obdarzeni chorobliwymi uczuciami (np. skłonności kazirodcze). Z reguły kończą życie samobójstwem, które w wypadku
poety i kompozytora jest wystylizowane w duchu epoki - jako unicestwienie poprzedzone piciem wina, paleniem tytoniu i opium,
refleksją nad sztuką i świętymi księgami Wschodu (zwłaszcza symboliką i doktryną buddyjską), akceptacją nirwany.
Borowski, aktor i syn aktora, pisujący też wiersze, nieskutecznie zabija pustkę w sercu. Ale pierwsza przypadkowa kochanka dała
mu tylko "ciało i znużenie", a pierwsze występy nauczyły żyć tylko na scenie. Obdarzony słabą wolą, nie ma sił do prawdziwego
życia i oddzielenia "prawdy od urojeń, rzeczywistości od wyobraźni". Włada nim "delirium teatralicum" i błazen odgrywający
komedię - a to jedna z ról artysty w nowoczesnym społeczeństwie. Cechuje go kabotynizm i zmysł aktorski, wyrażający się w
zatraceniu granicy między sztuką a życiem, w teatralizacji życia, co w konsekwencji określa jego improduktywizm jako
nieporadność zarówno w dziedzinie tworzywa wewnętrznego, jak i rzemiosła.
Müller, nietzscheanista i schorowany narcystyczny erotoman, reprezentuje typ "wieszczego improduktywa" i "twórczego
milczenia", wynikający z niedowładu rzemiosła przy nadmiarze tworzywa wewnętrznego. Próbki jego twórczości wyróżniają się
zrytmizowaniem i nastrojowością, ale są - jako kwintesencja stylu dekadenckiego - nieoryginalne, epigońskie (np. wzorowane na
pomysłach Baudelaire'a), w czym badacze (J. Paszek) dopatrują się nawet parodyjno-satyrycznego zamiaru twórcy. Hertenstein
trafnie zauważa, że w Borowskim i po części w Müllerze zaznacza się "przerost nerwu twórczego, który zwie się aktorstwem".
Dodajmy, że również dla innych bohaterów sztuka okazuje się pod tym względem "słówkiem fatalnym". Na pożegnalnej
przedśmiertnej kartce Jelsky'ego widnieją słowa mówiące, że sztuka "odbiera duszę, daje rolę".
Kosmopolityczny dziennikarz Jelsky, cyniczny dandys, jest znakomitym profesjonalistą - rzemieślnikiem, świadomym pospolitego
charakteru swych wytworów. Prezentuje się jako "wzór aktualności, model dziennikarza", zręczny manipulator opinii publicznej,
jako mistrz prawdziwy zgryźliwego aforyzmu, paszkwilu, retoryki użytkowej oraz lekkiej i popularnej formy twórczości "mówionej",
a także jako umiejętny naśladowca "cudzej mowy" i stylu decadence, gdy pisze o Yvetcie. Improduktywem czyni go brak talentu i
tworzywa wewnętrznego - "krwi i bólu", jak się mówi w powieści o cechach prawdziwej sztuki.
Hertenstein - buddysta, arystokrata ducha, reprezentuje typ improduktywa z wyboru (na kanwie wypracowanych przekonań) i z
dramatu polegającego na niemożliwości połączenia uczucia (miłość do Hildy) ze sztuką. Jest obdarzony wszechstronnymi
uzdolnieniami i możliwościami, przez co rozumie się inspiracje biograficzne, majątek, pomysły i wyobraźnię, doskonałą
znajomość techniki tworzenia kompozycji muzycznych. Ale nie dba o sławę ani mistrzostwo, w czym wyraża się "samoobłuda
improduktywa", według diagnozy Müllera; warto zauważyć tę zdolność pointowania cudzych rysów, daną postaciom
powieściowym. Zwątpił w potrzebę służenia sztuce, której zarzucał urynkowienie, obłudę, aktorstwo i niedostojność. Kwestionując
wartości współczesnej sztuki europejskiej i sztuki w ogóle (jako przejawu ułudy), znalazł jej idealny wyraz - i dla siebie jakby
zbawienie - w nirwanie i śmierci, uzasadnionych przez odwołania do buddyzmu.
Na tle wymienionych artystów niespełnionych pojawiają się - jako osoby przydane do zwierzeń i pomocy, powiernicy sumień i
przyjaciele, typowi reprezentanci środowisk, kontrapunktowe dopełnienia osobowości itp. - takie postacie i zbiorowości jak Zosia
(żona Borowskiego), później kochanka Jelsky'ego oraz obiekt westchnień Kunickiego i Müllera, przejmująca swoim "dziecinnym"
językiem spieszczeń; anarchizujący malarz Pawluk, który tworzy imaginacyjnie - jedynie "językiem"; niezróżnicowany
"inteligentny motłoch", w tynglu poddany władzy aktorki i Jelsky'ego. Są jeszcze artyści - ludzie sukcesu: młody dramatopisarz
Turkuł, typ "nadczłowieka", dionizyjski, egoistyczny i immoralny twórca, dosłownie wyzyskujący doświadczenia życiowe, autor
Przeznaczenia nacechowanego duchem przybyszewszczyzny; Yvetta Guilbert, "księżna cynizmu współczesnego", fascynująca
czarnymi połyskliwymi rękawiczkami i brzydotą "potężną jak kaprys mistrza"; śpiewaczka Hilda Hertenstein, jakby królewskie
uosobienie sztuki. Osobne miejsce zajmuje niedoszły literat, lekarz Kunicki, przedstawiciel "racjonalistycznej hołoty" - z
perspektywy Müllera; "zdrów" w świecie "chorym", niechętny "teatralnym efektom" artystów, którzy mu początkowo zaimponowali.
Wyzwala się spod uroku sztuki, niszcząc swoje teksty, i chce zostać "człowiekiem pożytecznym".
Ciekawe są realia obyczajowo-społeczne powieści. "Zaczyna się próchno" na tle "obmierzłej kultury wielkiego miasta", obdarzonej
wartościami ambiwalentnymi - kochanej i znienawidzonej. Jest ona opisywana stylem impresjonistycznym, pełnym ekspresji, np.
ewokującym doznania somatyczne - bohaterowie czują "szum i woń miasta". "Zimna, ponura" metropolia powieściowa (może
Monachium?) okazuje się siedliskiem "martwych i niemych ludzi", "dotykalnej prawie mgły", "chłodnych księżyców lamp
elektrycznych", "potwornych żuków" (automobili) - istnym "młynem" zagłuszającym "najdokuczliwsze myśli, największe bóle".
Stan ducha i zainteresowania bohaterów charakteryzuje typowa dla epoki rekwizytornia, leksyka i metaforyka, reprezentowana
przez słowa-klucze: absynt, wódka, koniak, kawa, nargile, kawiarnia, tyngel, apatia i pesymizm, nuda i znużenie, Stimmung,
Weltschmerz, horror vacui, nirwana, filister, "nadczłowiek", strugglelifer (walczący o byt), kokota, prostytutka. Często łączą się
one w wymowne sekwencje, aforystyczne próby diagnoz i ogólnień, np.: "koniak (...) jest napojem mistycznym: nalewką na
sumieniach samobójców"; "świat bywa przeraźliwie nudnym tynglem"; "wódka, prostytutka i nastrój" (stylowa dla epoki
dekadenckiej parafraza tytułu walca J. Straussa, Wein, Weib und Gesang [wino, kobieta i śpiew]).
Zarysowują się ciekawe poboczne kwestie - nam bliskie. W związku z realistyczno-symboliczną wizją metropolii i reminiscencjami
z Polski pojawiają się np. motywy opinii publicznej i jej skarykaturowanych form. Ukazana jest zdolność
informacyjno-przekaźnikowa oraz siła kreacyjna i zastraszająca plotki wielkomiejskiej. Ma ona udział w legendzie Yvetty Guilbert,
zatrważa uwiedzioną Zosię, stuka jak "baba" anonimowa do drzwi Kunickiego, a dzięki portierom odsłania "pańskie" tajemnice.
Sugestywnie jest ukazana potęga plotki zorganizowanej, kształtującej się w "warsztatach" opinii (kawiarnia, tyngel) i
dziennikarstwie - znikczemniałym, pretensjonalnym i ekspansywnym, np. w "nieomylnym organie tygodniowej opinii". Wśród
Polaków, bojących się jedynie "Kuriera", opinia "robi się (...) łatwo i tanio". Jelsky'emu, niedługo przed samobójstwem, "opinię
narodów" zwiastuje przemarsz "łobuzów" pod dyktando "tęgich rytmów wojskowego marsza".
Z warsztatu artysty - "polskiego Flauberta"
Technikę literacką Próchna uznaje się za wynik "współżycia naturalizmu z modernizmem w obrębie prozy narracyjnej" (M.
Głowiński). Jednak w stylu silniej uwyraźnia się dominanta modernistyczna - język powieści parodiuje styl i pomysły
Przybyszewskiego, przyswaja frazesy dekadentów francuskich i wykazuje wiele analogii z dykcją poezji młodopolskiej (Tetmajer,
Kasprowicz i in.). W ujęciach najbardziej zobiektywizowanych i syntetyzujących (np. J. Paszka) za stylowy wyróżnik powieści
uważa się przede wszystkim: percepcję impresjonistyczną (w uproszczeniu: styl impresjonistyczny), osobliwości form
dialogowych i monologowych (np. pokrewieństwo z techniką strumienia świadomości, zjawisko "cudzej" mowy traktowanej serio i
parodystycznie), interferencję mowy pisanej i mówionej w narracji, rozbudowane aluzje literackie, metaforykę i symbolikę. Wzorce
powieści polifonicznej i personalnej określają kompozycję i narrację Próchna - wielowątkową, luźną, płynną, opartą na szeregu
scen dramatycznych, technice teatralizacji i zasadzie monologizacji, subiektywizującej świat przedstawiony. Zasadniczo, jak
zauważa J. Paszek, narratorem jest postać (monolog-retrospekcja) albo narracja jest prowadzona z punktu widzenia postaci
(narracja personalna). Narracja personalna wypiera narrację auktorialną. Trzeba podkreślić, że w miejsce tradycyjnej techniki
prozatorskiej, charakteryzującej się kreowaniem "wszechwiedzącego" narratora odautorskiego, kompozycją zamkniętą, motywacją
przyczynowo-skutkową i indywidualizacją języka, została wprowadzona perspektywa bohaterów, wyposażonych intelektualnie jak
Berent-tłumacz i przemawiających jego językiem, przy tym reprezentujących - w ramach określonego podmiotowego spektrum -
różne warianty stosunku do życia i sztuki. Ta perspektywa wymaga od czytelnika swoistego współtworzenia, współpracy z
autorem. W przypadku Próchna sprzyja wytworzeniu aury zrozumienia i współczucia dla tragedii i niespełnień artysty.
Polifoniczność - uzyskana dzięki ograniczeniu funkcji wszechwiedzącego narratora , nieobecności autorskiego komentarza i
pozorowaniu istnienia trzecioosobowego narratora epickiego, którego funkcje przyjmuje coraz to inny bohater prowadzący -
powoduje trudności w określeniu stosunku pisarza do opisywanych postaw i zjawisk. Pewne sugestie płyną z tytułu i
funkcjonowania metafory tytułowej w tekście, z powieściowego motta z Modrzewskiego i z listu Berenta do Miriama ("Chimera"
1901, t.IV), w którym kluczowa symbolika jest w związku z zamiarami pisarza wyjaśniana następująco: "owo próchno, dla którego
rozkładowym fermentem jest wyobraźnia i nielitościwie czujna myśl (...) próchno staje się wszak z czasem płodną mierzwą (...)
ma próba oświetlenia próchna jego własnym światłem".
Interpretacyjną kwintesencją wielu cech Próchna, łączącą je z innymi dziełami i biografią twórcy, byłoby odnoszone nieraz do
Berenta określenie "polski Flaubert". Opublikowany w "Kurierze Czerwonym" (1926, nr 8) wywiad pt. U polskiego Flauberta.
Tajemnice niedostępnej wieży marzenia poetyckiego. Wacław Berent o swoich pracach artystycznych przypomniał kanon
odpowiednich wyobrażeń. Były w nim: "polski Flaubert", "wyrafinowany analityk psychologiczny i wirtuoz stylu, krytyczny mózg
pisarski", "surowy ascetyzm [...] i zamknięcie się w wieży poetyckiego marzenia, najwyższego artyzmu i oddalenia od natrętnego
gwaru życia", "religijny wręcz stosunek do sztuki i jej spraw wysokich". Przypominając podstawę paraleli Flaubert-Berent
(oryginalny, niemal katorżniczo wypracowany styl) w ujęciach badaczy, J. Paszek wyakcentował znakomitą kompozycję, "nie tyle
walory stylistyczne powieści obu twórców, co właśnie dążenie do przemyślanej konstrukcji fabularnej". Uzupełnienie do paraleli
wniosła też uwaga W. Boleckiego, podkreślająca stosunek obu twórców do własnej biografi, pomniejszający jej znaczenie
kosztem wyniesienia dzieła.
Adam Mickiewicz "Dziady część III"
Mit grecki - pojęcie i podział
Biblia
Literatura parenetyczna; ideał rycerza i władcy, ascety - świętego, oraz kochanka
Quo Vadis
"Treny" J. Kochanowskiego
Topos śmierci w kulturze i sztuce średniowiecza
Adam Mickiewicz „Dziady” cz. II, IV, I
Henryk Sienkiewicz „Potop”
„Pan Tadeusz” czyli Ostatni zajazd na Litwie...
Molier "Świętoszek" - charakterystyka Tartuffe'a
Barok - literackie i ideowe wyznanie epoki
Filozofia starożytnej Grecji i Rzymu
Barok - charakterystyka epoki.
Filozofowie greccy.
Wybrane mity greckie, ich sens oraz ponadczasowy charakter
Wizja Boga, świata i człowieka...
"Świętoszek” Molier’a – charakterystyka postaci
Porównaj dwie wybrane relacje literackie z życia w obozach
Stanisław Wyspiański “Wesele”