Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Poezje Szymborska Wisława




Poezje

 

• Szymborska Wisława •

• 1952 •

 

Laureatka literackiej nagrody Nobla należy do wspaniałego pokolenia poetów polskich, tak tragicznie doświadczonego latami wojny

i okupacji, oraz następującymi po nich czasami komunizmu, z jakże okrutną i wieloznaczną jego pierwszą epoką w Polsce,

przypadającą na ostatnie lata władzy Józefa Stalina. Rówieśnicy poetki bądź to zginęli na wojnie, zdążywszy stworzyć wspaniałą

literaturę, jak K.K. Baczyński i T. Gajcy, bądź szukali ocalenia w kuszących ideach komunizmu, jak T. Borowski i T. Różewicz

oraz sama poetka, bądź skazywali się na istnienie na marginesie oficjalnego życia literackiego, jak Z. Herbert.

Szymborska w młodości swojej musiała poznać okrucieństwa wojny, dlatego z nadzieją witała jej koniec. Była zbyt młoda, by

rozpoznać fałsz komunistycznych haseł, a uwierzywszy, zaczęła tworzyć i publikować z nadzieją, że zło się skończyło. Wydała

w najgorszych latach stalinizmu dwa tomy wierszy pod znamiennymi tytułami Dlatego żyjemy (1952) oraz Pytania zadawane sobie

(1954). Ujawnienie zbrodni dokonanych w Rosji komunistycznej spowodowało pojawienie się trwałej cechy postawy Szymborskiej,

którą określić należy jako sceptycyzm, wątpienie i niemożliwość uwierzenia w jakiekolwiek niepodważalne wartości.

 

W Wołaniu do Yeti (1957), pierwszym po upadku stalinizmu tomie wierszy, pojawił się bardzo znamienny utwór, zapowiadający

późniejszą drogę twórczą Szymborskiej — Obmyślam świat:

 

   Obmyślam świat, wydanie drugie,

 

   wydanie drugie, poprawione,

 

   idiotom na śmiech,

 

   melancholikom na płacz,

 

   łysym na grzebień,

 

   psom na buty.

 

Gdyby tych sformułowań nie łagodziła ironiczna żartobliwość ( nawiązanie do podtytułu ośmieszanej wielokrotnie staropolskiej

encyklopedii Benedykta Chmielowskiego Nowe Ateny ) mogłyby się stać najostrzej wyrażonym zwątpieniem w sens uprawiania

poezji, która wedle tradycji romantycznych może i powinna wpływać na sferę społeczną, polityczną i kulturową ludzkiego istnienia.

 

Zwątpienie obejmuje również i środowisko naturalne, w którym przyszło żyć człowiekowi. Głośna Rozmowa z kamieniem z

następnego tomu wierszy — Sól (1962) dała wyraz przekonaniu, że i w tej sferze jesteśmy obcy i bezradni.

 

 

Sto pociech (1967)

 

 

Niespodzianką mogą być optymistyczne i radosne nuty trzeciego po czasach stalinowskich tomu Szymborskiej. Najgłośniejszy z

wierszy tego zbioru głosi Radość pisania. Poetka opowiada o biegnącej przez las sarnie, na którą zaczaili się okrutni myśliwi.

Anegdota dzieje się jednak nie w rzeczywistości, ale w pisanym przez autorkę poemaciku. Nie ma wątpliwości, że w

rzeczywistości strzały myśliwych ugodziłyby sarnę. Jednak w świecie literatury, poezji, autor ma pełną władzę nad tym, co się

dzieje. Może powstrzymać strzelających. Jakże to wydaje się wspaniałe:

 

   Jest więc taki świat,

 

   nad którym los sprawuję niezależny?

 

   Czas, który wiążę łańcuchami znaków?

 

   Istnienie na moj rozkaz nieustanne?

 

   Radość pisania.

 

   Możność utrwalania.

 

   Zemsta ręki śmiertelnej.

 

Owa radość pisania zauroczyła zarówno czytelników jak i innych poetów. Odczytywali oni w tym manifeście nadzieję związaną z

niepodległością sfery sztuki wobec okrutnych praw rzeczywistości. Sceptycyzm poetki jednak dał znać o sobie i w tym wierszu —

niestety, dobro i piękno mogą istnieć tylko w fikcji literackiej.

 

Inaczej rozwiązany został problem sensu istnienia ludzkiego w wierszu tytułowym, Sto pociech. Zaczyna się od pokpiwania z

naszych pretensji, by życie upływało w szczęściu, prawdzie i nie groziła nam śmierć:

 

   Zachciało mu się szczęścia,

 

   Zachciało mu się prawdy,

 

   zachciało mu się wieczności,

 

   patrzcie go.

 

W kolejnych partiach utworu rysuje autorka ogromną perspektywę, obejmującą tysiąclecia dziejów człowieka, w czasie których

tak niewiele zdobyliśmy. Z trudem odróżniliśmy sen od jawy, ledwo skonstruowaliśmy tak prostackie narzędzia, jak krzesiwo i

rakietę, tak niedoskonałe mamy zmysły, że wzrokiem tylko widzimy, słuchem tylko słyszymy, itp. Bardzo to przekorne

podsumowanie osiągnięć cywilizacji. W gruncie rzeczy ledwie zdołaliśmy zaistnieć pod jedną z prowincjonalnych gwiazd

kosmosu. A jednak istniejemy. Sam fakt istnienia, choćby śmiesznego w obliczu nieskończoności, jest nadzieją na coś lepszego

i jest świadectwem godności człowieka.

 

Od tej pory różnorodność spojrzeń, wielość kontrastowanych punktów widzenia staną się zarówno cechą światopoglądu

Szymborskiej, jak i najbardziej charakterystyczną cechą jej stylu.

 

 

Wszelki wypadek (1972)

 

 

przynosi nowe nuty. Destrukcyjna działalność krytycznego rozumu zostaje co najmniej złagodzona. Po śmiesznym życiu

wielkiego kompozytora pozostają jednak wspaniałe kompozycje. Przypadkowość i nieuzasadnioność naszego istnienia przynosi w

rezultacie zaskakujące efekty. Na przykład miłość szczęśliwa z punktu widzenia tzw. rozsądku jest czymś zupełnie pozbawionym

racji, może się nawet wydawać czymś szkodliwym, mąci bowiem ustalony ład naszego istnienia i wydaje się nierozsądna:

 

   Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy.

 

   Przenigdy nie zdołałaby zapełnić ziemi,

 

   zdarza się przecież rzadko.

 

Rozumowanie to jest delikatnie złośliwą trawestacją postaw tzw. ludzi rozsądnych. Okazuje się bowiem, że jedyną prawdziwie

realną siłą rozumu jest jego siła niszczycielska. Miłości prawdziwej nie da się “uzasadnić”. Niemniej ten “brak rozsądku”, nadaje

istnieniu tak poszukiwany przez nas sens. Nie znaczy to, że trzeba z rozumu zrezygnować, jednak to on sam poucza nas o

swojej niewystarczalności.

 

Wierszowi o miłości prawdziwej towarzyszy wiersz *** (Nicość przenicowała się także i dla mnie...). Wspaniałe przeciwstawienie

ogromu możliwości, jakie kryje w sobie nicość, znikomości tego, co się nam może przydarzyć w istnieniu, pełni wiele funkcji.

Przede wszystkim jednak mówi, że to, co wydaje się czymś najzwyczajniejszym, jest swego rodzaju cudem. I że trzeba to bardzo

wysoko cenić.

 

   A mnie się tak złożyło, że jestem przy tobie.

 

   I doprawdy nie widzę w tym nic

 

   zwyczajnego.

 

W następnym tomie, Ludzie na moście (1986), Szymborska coraz bardziej, wbrew silnie upolitycznionej epoce, akcentuje wartość

rzeczy zwyczajnych. W Jarmarku cudów przedstawia następujący katalog rzeczy niezwykłych:

 

   w nocnej ciszy szczekanie

 

   niewidzialnych psów (...)

 

   olcha w wodzie odbita (...)

 

   krowy są krowami (...)

 

   słońce dziś wzeszło o trzeciej trzynaście (...)

 

Szczególnym cudem wydaje się sztuka. Wiersz Ludzie na moście jest opisem obrazka Hiroshige Utagawy, który przedstawia

dość banalną scenkę — zaskoczonych ulewą na moście przypadkowych przechodniów. Znamienne jest i to, że jacyś oglądający

nas z daleka “kosmici” dziwią się, jak nam się to udało — podjąć temat banalny i przedstawić go na obrazku podziwianym przez

setki lat.

 

 

Koniec i początek (1993)

 

 

przynosi krystalizację światopoglądu Szymborskiej, w którym uwyraźniają się akcenty zarówno optymistyczne, jak i

pesymistyczne. Szczególnie lubiany wiersz Niektórzy lubią poezję wydaje się kolejnym potwierdzeniem przekonania o społecznej

nieistotności tej dziedziny sztuki. Bardzo niewiele osób w ogóle “lubi” poezję:

 

   Nie licząc szkół, gdzie się musi,

 

   i samych poetów,

 

   będzie tych osób chyba dwie na tysiąc.

 

   Mało tego. Jeśli już nawet “lubią”, to tak jak

 

   lubi się także rosół z makaronem,

 

   lubi się komplementy i kolor niebieski,

 

   lubi się stary szalik,

 

   lubi się stawiać na swoim,

 

   lubi się głaskać psa.

 

      A jednak są tacy, co lubią poezję. Nie bardzo wiadomo, czym ona jest, ale sama poetka powiada:

 

         A ja nie wiem i nie wiem i trzymam się tego

 

         jak zbawiennej poręczy.

 

      Jej decyzja jest nie umotywowana, nie dająca się zracjonalizować, jest jednak pewnikiem, zbawiennym pewnikiem.

      Tak więc Szymborska na pytanie, gdzież jest, poeto, ocalenie, odpowiada: w uporczywej wierności wartościom,

      których nie daje się rozumowo uzasadnić, których znaczenie potwierdza tylko i wyłącznie nasze wewnętrzne

      przekonanie, wbrew wszystkiemu.

 

      Jest to kres relatywizmu, który był tak charakterystyczny dla wcześniejszych tomów poetki. Nie jest to bynajmniej

      ocalenie, przynajmniej nie w szerszych kontekstach, np. politycznych, historycznych, społecznych czy

      metafizycznych. Rzeczy pewnych nadal jest bardzo niewiele, i raczej nie są one krzepiące. W wierszu Koniec i

      początek mówi się o bezimiennych ludziach, którzy musieli “posprzątać” po zakończonej wojnie. Sława należy się

      bohaterom walki, a ci, którzy uporządkowali jakoś świat, by dało się w nim żyć po czasach heroicznych, są przez

      społeczność lekceważeni. W jakoś uporządkowanym świecie rosną młodzi ludzie, których nudzi zwyczajność, i

      marzą o wielkich czynach wojennych. Z pewnością zacznie się nowa tragedia, po której znów ktoś będzie musiał

      posprzątać. To już nie relatywizm — to prawo dziejów człowieka.

 

      Najbardziej pesymistycznym wierszem tomu jest Nienawiść. Wszystkie wartości wydają się niepewne, względne,

      nieustannie zagrożone. Nienawiść jest zawsze zwycięska, zawsze znajdzie sposób, by działać, by niszczyć, zabijać,

      nawet pod hasłami walki o pokój. W całej twórczości Szymborskiej właśnie nienawiść jest jedyną siłą, która "śmiało

      patrzy w przyszłość”. Jest to jeden z najbardziej pesymistycznych wniosków, jeden z najbardziej pewnych

      "pewników”. Dlatego w końcu trzeba powiedzieć i to:

 

         Wielkie to szczęście

 

         nie wiedzieć dokładnie,

 

         na jakim świecie się żyje.

 

         (Wielkie to szczęście)

 

      Mistrzowska w operowaniu językiem, paradoksalna w sformułowaniach, urokliwa w żartobliwej ironii, nie narzucająca

      się patosem i pewnością swoich przekonań, Szymborska jest jedną z najbardziej lubianych poetek. Utwory jej można

      czytać na różne sposoby, można nawet układać do nich muzykę i śpiewać jako piosenki. Szymborska, tak gorzko

      doświadczona i tak wątpiąca, wypracowała sobie szczególny sposób obcowania z czytelnikami jej wierszy. Utwory jej

      są raczej rozmową, nie pozbawioną dowcipu, niż głoszeniem prawd. Prowokują do myślenia, nie do wierzenia. Poetka

      pozostawia czytelnikowi swobodę kształtowania własnych postaw. Przedstawia się jako zwykły partner-rozmówca

      czytelnika, pełen troski, by go nie znużyć, nie zastraszyć morałami, dać szansę wypracowania własnego zdania na

      interesujące ich tematy. Zapewne i ta atmosfera urokliwej rozmowy była jednym z niebagatelnych powodów, dla

      których przyznano jej nagrodę Nobla.