Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Poezje Miłosz Czesław




Poezje

 

• Miłosz Czesław •

• 1945 •

 

 

Ocalenie (1945)

 

Młodego Miłosza zafrapowały idee komunizmu. Lecz na krótko. Już w pierwszym tomie wierszy widać było elementy

katastrofizmu, które wkrótce zdominowały przedwojenną twórczość poety, czyniąc z niego jednego z najwybitniejszych

przedstawicieli tego nurtu literacko-historiozoficznego, czego najpełniejszy wyraz znaleźć można w tomie Ocalenie. Znając

wojenne i powojenne losy Polski i poety aż kusi, by mówić o proroczych zdolnościach autora. Rzeczywiście zwyciężał

totalitaryzm faszystowski i komunistyczny, rzeczywiście nastały czasy pogardy człowieka, a poeta znalazł się na wygnaniu.

Jednak nie kasandryczne nuty wierszy Miłosza były najistotniejsze. Poeta próbował rozeznać, jak daleko może dotrzeć zło i jakie

są możliwości przeciwstawienia się mu.

 

W Ocaleniu, zawierającym wybór wierszy przedwojennych oraz wiersze z czasów wojny, znajduje się jeden z najpiękniejszych

wierszy polskich – Bramy arsenału, po raz pierwszy opublikowany w Trzech zimach (1936). Ten niezwykle trudny do interpretacji

utwór powstał w przypływie natchnienia poetyckiego, o czym Miłosz mówił po latach w rozmowach z Ewą Czarnecką. Warto na to

zwrócić uwagę, bowiem w czasach awangard twórcy z reguły wątpili w to źródło twórczości, chętniej podkreślając znaczenie

rzemieślniczych niemal sprawności.

 

W Bramach arsenału zło jest wpisane w istotę wszechświata. Jest złem biologicznym i kosmicznym. Nie tylko zwierzęta

spokojnie patrzą na zabiegi człowieka – i tak ich miasta kiedyś porośnie las – ale spod ziemi prześwieca tajemnicze zimne

światło, mające moc przeciwstawić się światłu słonecznemu i boskiemu. Kosmiczne zawirowania i katastrofalne klęski są więc w

dłuższej perspektywie konieczne.

 

Szczególną uwagę zwraca Miłosz na losy człowieka. Moc zła jest tak potężna, że potrafi go pozbawić człowieczeństwa. Opis

tragicznych losów dziecka zrodzonego „z krwi słowiańskiej” kontynuuje poeta w utrzymanym w pierwszej części w rytmach

tanecznych wierszu Walc, napisanym w 1942 roku. Balujący przed pierwszą wojną światową narzeczeni nie przypuszczają, że ich

syn będzie w niewolnictwie szczęśliwy:

 

   Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica,

 

   Za którą się uśmiech pogodny zaczyna,

 

   I mija tak człowiek, i już zapomina,

 

   O co miał walczyć i po co.

 

Diagnoza ta dotyczy nie tylko czasów hitlerowskich, ale i komunistycznych. Koniec świata niekoniecznie musiał dokonywać się w

tak dramatycznej scenerii. Mógł być równie niepozorny jak w Piosence o końcu świata. Życie toczy się dalej i nikt oprócz poety i

jednego z bohaterów wiersza nie zauważa, że człowiek zapomniał, o co miał walczyć i po co. Konsekwencje tej postawy po latach

opisał Miłosz w wierszu Oeconomia divina, w którym wskutek rozpadu lub zapomnienia ludzkich wartości następuje apokalipsa.

 

Jak w tej sytuacji poeta ma ocalać narody i człowieka? Sytuacja wydaje się beznadziejna, bowiem zarysował się

nieprzezwyciężalny konflikt między moralnością i pięknem, etyką i estetyką. Najwyraziściej zarysował go Miłosz w wierszu W

Warszawie, zamykającym tom Ocalenie. Poeta nie może być jednocześnie piewcą arkadyjskich ogrodów i "płaczką żałobną”.

Niepodobna zarówno oddać sprawiedliwości pomordowanym i cierpiącym, a z drugiej strony uczyć ludzi szczęścia i piękna.

 

Wiersz W Warszawie znakomicie sygnalizuje przekształcenia poezji Miłosza. Coraz bardziej staje się ona poezją pytań, coraz

mniej poezją wskazań i odpowiedzi. Mniej poezją do odczuwania i współprzeżywania, bardziej poezją do myślenia. Poeta

formułuje problem, natomiast zadaniem czytelnika jest próbować sobie z nim poradzić.

 

Bardzo charakterystyczny jest cykl Głosy biednych ludzi. Mówią w nim postacie ukazane przez poetę. One formułują swój

stosunek do świata. Poeta milczy, oczekując od czytelnika próby rozwiązania problemu.

 

Tak rodził się program nowego klasycyzmu, wyrastający zarówno ze sprzeciwu wobec romantycznej poezji uczucia, jak i z próby

uczynienia z czytelnika istoty myślącej i poprzez myślenie podejmującej odpowiedzialność za los własny i świata.

 

 

Traktat poetycki (1957)

 

 

Jest to drugi tego typu poemat w twórczości Miłosza. Poprzedził go Traktat moralny (1948). Obydwa utwory były w swoim czasie

literacką prowokacją. Wprowadzenie intelektualnego rygoru i dyskursu, nawiązanie do oświeceniowych tradycji satyry i

wierszowanej rozprawy zdecydowanie sprzeciwiało się niemal powszechnemu wtedy rozumieniu poezji jako liryki. Właściwie do

dziś Miłosz w tej dziedzinie nie zalazł kontynuatorów i naśladowców. Poeci ciągle jeszcze nie dowierzają, że poeta może zupełnie

serio deklarować:

 

   Zjawisko wódki jest ciekawe,

 

   Warto poświęcić mu rozprawę...

 

Podobnie prowokujący był powstały w 1956 roku Traktat poetycki. Data to wiele znacząca, bowiem poemat powstawał w gorącym

politycznie okresie przemian w Polsce. Miłosz, jakkolwiek zdawał sobie sprawę ze znaczenia upadku stalinowskiego modelu

komunizmu – kilka lat wcześniej opublikował Zniewolony umysł, bardzo ważny i głośny esej poświęcony tym sprawom –

podkreślał, że w życiu człowieka są rzeczy ważniejsze i demonstracyjnie przypominał w Odzie do października, że ważniejszy

jest cykl natury niż procesy historyczne i polityczne.

 

Wstęp do Traktatu poetyckiego wyraża pochwałę mowy ojczystej oraz przekonanie, że jej najdoskonalszym wcieleniem jest

poezja. Rymowane strofy zalecały prostotę, obrazowość, szczerość i poczucie moralnego znaczenia twórczości:

 

   Bo więcej waży jedna dobra strofa

 

   Niż ciężar wielu pracowitych stronic.

 

Część pierwsza poematu nosi tytuł Piękne czasy i rozpoczyna się od opisania sytuacji kulturowej i obyczajowej przełomu wieków

XIX i XX, czasów barwnej bohemy artystycznej, secesji, rodzenia się kultury masowej, popularnych teatrzyków, knajpek, ale i

nasilających się ruchów robotniczych. Jakkolwiek poeta krytycznie ocenia sztukę i literaturę młodopolską, wyraża przekonania, że

właśnie tam należy szukać początków nowoczesnej sztuki XX wieku: "Styl nasz, choć to jest przykre, tam się rodzi".

 

I to nie dlatego, że dla poety najżywszym dziełem pozostałym po tamtych czasach są Słówka Boya-Żeleńskiego; raczej dlatego

że w owych pięknych czasach tak bystry umysł, jak Joseph Conrad dostrzegł kształtującą się „ohydę” nadchodzącej przyszłości,

opisał Jądro ciemności nowożytnej cywilizacji europejskiej.

 

Zarówno z punktu widzenia rozwoju sztuki, jak i ewolucji kulturowo–politycznej ważniejszy był według Miłosza przełom wieków niż

odzyskanie niepodległości po I wojnie światowej.

 

W części II, zatytułowanej Stolica opisuje Miłosz rozwój poezji w wolnej Polsce w latach 1918–1939. Zacofany kraj dziedziczący

różnorodne tradycje, biedę i zacofanie wyniesione z trzech różnych zaborów żył pod presją nieustannego zagrożenia, zwłaszcza

ze strony bolszewickiej Rosji. Głośne sukcesy poetów Skamandra i kawiarniany blichtr życia literackiego podminowane były

nadchodzącymi czasami grozy. W ocenie Miłosza był to okres wielkich, ale w dużej mierze zmarnowanych talentów, głównie

dlatego, że poeci obawiali się spojrzeć wprost na to, co wyczuwali, i nie wyciągnęli z własnej wiedzy wystarczająco odważnych

wniosków.

 

Stolica jest frapującym wierszowanym katalogiem najwybitniejszych poetów okresu międzywojnia. Znakomita umiejętność zwięzłej

charakterystyki i oryginalny sposób oceny sprawiają, że ta część poematu zaskakuje jeszcze po ćwierćwieczu znakomitą intuicją

autora. Zwłaszcza ciekawe jest ukazanie postaci, które w różny sposób próbowały uniknąć grozy nadchodzących czasów, a te z

reguły bezlitośnie się z nimi obchodziły. Najbardziej paradoksalne były przypadki śmierci komunistów spowodowane przez

sowietów.

 

Część trzecia, Duch dziejów, poświęcona jest w głównej mierze problemom filozofii historii, zwłaszcza jej marksistowskiemu

pojmowaniu. Opisane przez Hegla prawa rozwoju dziejów, zwłaszcza w ich wersji marksistowsko–komunistycznej, obiecując

przyszłą epokę szczęśliwości, stanowiły w praktyce politycznej i społecznej uzasadnienie terroru fizycznego, intelektualnego i

moralnego, jakiego nie znały wcześniejsze epoki. Pojęcie konieczności historycznej odbierało człowiekowi wolność, uznanie dla

masowych ruchów społecznych niszczyło godność i znaczenie jednostki.

 

Od kiedy odkryto znaczenie praw historii, nie można ich było zlekceważyć. Miłosz jednak zastanawia się, jak jest możliwe

wyrwanie się z potwornych rąk „ducha dziejów”. Wszak on był odpowiedzialny za katastrofalne skutki starcia się dwóch

totalitaryzmów – faszyzmu i komunizmu, za drugą wojnę światową. Heroiczne gesty i śmierć poetów pokolenia "zarażonego

śmiercią”: Baczyńskiego, Gajcego i innych w obliczu bezwzględności i mocy zła mogły wydawać się pozbawione praktycznego

znaczenia.

 

Część czwarta, Natura, jest propozycją przełamania świadomości naszego zniewolenia przez procesy historyczne i powołujących

się na nie ideologów i polityków. Miłosz wskazuje, że istniejemy także w świecie natury oraz w świecie symboli. Prawa natury nie

podlegają prawom historii i można się do nich odwołać i wśród nich odnaleźć, ograniczając tyranię ducha dziejów. Nie jest również

możliwe istnienie poza sferą symboli. Są one wszechobecne i można z nich czerpać wiedzę i pomoc w sensownym istnieniu.

Niezależnie od tego jak zmienia się cywilizacja, wąż i koło oznaczać będą to samo co w minionych kulturach. Ponieważ istnieją te

dwa światy uniwersalne, nie podlegające czasowi historycznemu, literatura i sztuka współczesna powinny nawiązywać dialog z

tradycją, kontynuować ją i z niej czerpać nauki.

 

Tak sformułowane zadania poezji stały się podstawą, obok inspiracji sztuką poetycką T. S. Eliota, programu polskiego nowego

klasycyzmu, który pojawił się w poezji polskiej po 1956 roku głównie dzięki esejom i wierszom J. M. Rymkiewicza.

 

   Wąż wczoraj drogę przebiegał o zmroku.

 

   Starty oponą, wił się na asfalcie.

 

   A my jesteśmy i wężem i kołem.

 

   Dwa są wymiary. Tu niedosięgalna

 

   Prawda istoty, tutaj, na krawędzi

 

   Trwania, nie–trwania. Dwie linie przecięte.

 

   Czas wyniesiony ponad czas przez czas.

 

   (Traktat poetycki; Natura)

 

 

Miasto bez imienia (1969)

 

 

Miasto bez imienia to oczywiście miasto dzieciństwa i młodości poety – Wilno, które Miłosz opuścił w czasie wojny i nic nie

wskazywało na to, by jeszcze je kiedykolwiek miał ujrzeć. Poeta określił zadanie poezji jako „ocalanie narodów i ludzi”, a więc

zbiorowości i jednostek. Dawne Wilno i Litwę można było ocalić tylko w poezji – w pamięci i w opisie. Ćwierć wieku Litwy w

ramach Związku Radzieckiego dokonało przemian nieodwracalnych, spustoszenia tradycji, czego nie da się już odrobić, bo są to

spustoszenia większe niż te, które powstały przez ponad wiek zaboru carskiego. Dlatego Wilno Miłosza jest „miastem bez

imienia”.

 

   Kto honorować będzie miasto bez imienia

 

   kiedy jedni umarli, inni płuczą złoto

 

   albo handlują bronią w oddalonych krajach?

 

Odpowiedź na to pytanie jest jasna – musi to robić Miłosz. To jest jego obowiązek. Poezja jest sprawą powinności, obowiązku,

powołania. Powołania wobec istnienia – jednostkowego i zbiorowego, konkretnego i metafizycznego.

 

   "W Dolinie Śmierci myślałem o sposobach upinania włosów" – tak demonstracyjnie i prowokująco podkreśla Miłosz

   znaczenie rzeczy pozornie drobnych wobec upadających cywilizacji czy zagrożonego apokalipsą istnienia człowieka w ogóle.

 

Poeta tworzy mityczny obraz Wilna, w którym nakładają się na siebie czasy Mickiewicza, Syrokomli i młodzieńczych

wtajemniczeń debiutujących poetów grupy Żagary, wraz z którymi działał w okresie swojej młodości.

 

   A książek tośmy całą bibliotekę napisali,

 

   A krain tośmy co niemiara zjeździli.

 

   Bitew dużośmy, dużo przegrali.

 

   Aż i nie ma, ni nas ni Maryli.

 

Człowiek tyle samo jest zakorzeniony w rzeczywistości dookolnej, ile w tradycji i pamięci. Wszystkie te sfery wymagają

aktywności. Dla poety stworzenie mitu rodzinnego miasta było konieczne. Jednak tym samym musiał stworzyć poetycki obraz

samego siebie. A wszystko to razem jest możliwe tylko wtedy, gdy istnieje Bóg. On jest źródłem wszystkiego.

 

Miłosz z jednej strony wzywa Boga – Veni Creator [Przyjdź Stworzycielu] – mówiąc o słabości człowieka, któremu potrzebne są

widzialne znaki obecności i mocy Stwórcy, z drugiej wyraża zastrzeżenia wobec rozrosłych nadmiernie form obrzędu religijnego:

 

   Jakże znosiłeś, Jezu, te wszystkie feretrony,

 

   Jedwabie, skąd ratunku płacząc wyglądają...

 

Hymnem pochwalnym na cześć istnienia czerpiącego swą moc z Boga jest pisany wersetami przypominającymi biblijne wiersz Na

trąbach i na cytrze. Jednak podziw dla boskiego stworzenia nie jest pozbawiony elementów sprzeciwu i buntu. Jednym z

najbardziej dręczących Miłosza problemów jest niemożność opisania przemijającego, konkretnego istnienia. Próbował to robić

poeta wielokrotnie:

 

   Opisywać chciałem ten, nie inny, kosz warzywa z położoną w poprzek rudowłosą lalką poru.

 

   I pończochę na poręczy krzesła zmiętą tak, a nie inaczej. [... ]

 

   Nadaremnie próbowałem, bo zostaje wielokrotny kosz warzywa.

 

Sformułowane tutaj zagadnienie niemożliwości opisu „istnienia poszczególnego” rozwinięte zostanie w późniejszych zbiorach

poety.

 

Osobny dział w tomie stanowią wiersze opatrzone wspólnym tytułem Zapisane wczesnym rankiem mową niezwiązaną. Najbardziej

optymistycznie przedstawia się Zaklęcie. Jednakże zdanie, iż „Piękny jest ludzki rozum i niezwyciężony” nie jest wyrazem

przekonania, iż tak jest rzeczywiście, lecz zgodnie z tytułem, jest niemal magiczną próbą zaklinania, by tak było. Poezja jest

właśnie takim zaklinaniem, bo tylko ona ma szanse zmiany świata, choć wiele wskazuje na to, że praktycznie nie posiada

większego znaczenia.

 

Świadomość ograniczeń poezji i zarazem wiary w jej moc i posłannictwo przejawia się w wierszach Rady i Ars poetica? "To

prawda, nie zdarzyło mi się oglądać triumfu sprawiedliwości” – pisze poeta, „ A jednak Ziemi należy się, nieduża choćby,

tkliwość”.

 

   Jest bardzo dużo śmierci i dlatego tkliwość

 

   dla warkoczy, spódnic kolorowych na wietrze,

 

   łódeczek papierowych nie trwalszych niż my sami...

 

Rozważania o sztuce poetyckiej (Ars poetica?) zostały opatrzone znakiem zapytania. Wyraża to wątpliwość, czy poetyka

normatywna jest jeszcze możliwa. Poeta niczego nie narzuca, niczego nie uważa za bezwzględnie słuszne, dzieli się raczej

swoimi doświadczeniami i marzeniami.

 

   Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,

 

   która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą

 

   i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,

 

   autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

 

Ideał ten udało się Miłoszowi osiągnąć. Jakkolwiek w swoich wierszach prowadzi z czytelnikiem dialog o rzeczach bardzo

trudnych, niejednokrotnie mało znanych, poeta mówi najprościej, szanując czytelnika-rozmówcę. Taka jest też Ars poetica?

Jakkolwiek ciemne są źródła tworzenia i nie wiadomo: dobry czy zły duch jest źródłem natchnienia, wiersz powinien służyć

zbudowaniu człowieka. Wbrew tendencjom i modom wieku, który preferuje to, co chorobliwe i stworzył "tysiąc dzieł pochodzących

prosto z psychiatrycznej kliniki”.

 

Cykl kończy głośny wiersz Moja wierna mowo:

 

   Byłaś moją ojczyzną bo zabrakło innej.

 

   Myślałem, że będziesztakże pośredniczką

 

   pomiędzy mną a dobrymi ludźmi,

 

   choćby ich było dwudziestu, dziesięciu,

 

   albo nie narodzili się jeszcze.

 

   Teraz przyznaję się do zwątpienia (...)

 

Elegijny ton wyznania doświadczonego życiem i trudami człowieka nie stwarza atmosfery optymizmu. Jednak tak przecież było

zawsze. Historia ludzkości i historia jej wielkich twórców była historią nie dającej się zakończyć walki dobra ze złem, która trwać

będzie po kres cywilizacji ziemskiej. Nie można więc żywić złudzeń co do stanu świata, ale też nie można zaprzestać starań o

jego poprawę. Istotna jest w tym rola poetów, nawet bowiem „w nieszczęściu potrzebny jest jakiś ład i piękno”.