Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Poezje Broniewski Władysław




Poezje

 

• Broniewski Władysław •

• 1932 •

 

 

Troska i pieśń (1932)

 

Nieprzypadkowo we wczesnej poezji Władysława Broniewskiego znalazł się wiersz Oda do Don Kichota (Dymy nad miastem,

1927). Postać z powieści Cervantesa stała się w czasach romantyzmu ważnym symbolem walki o lepszy świat, o niepoległą

ojczyznę, symbolem wierności wzniosłym ideom wbrew wszystkiemu, nawet wbrew śmiechowi i drwinom pospólstwa.

 

Broniewski był wiernym dziedzicem niepodległościowych i społecznych tradycji romantyzmu. Przekonany, że życie jest

nieustannym bojowaniem, uważał, że poezja powinna być raczej czynem niż pięknem, że poeta jest duchowym przewodnikiem

narodu, choć w życiu osobistym przeżywa wiele niepokojów i rozterek.

 

Zbiorowi Troska i pieśń patronują dwaj bohaterowie – Ludwik Waryński i Jean Arthur Rimbaud. Pierwszy z nich, działacz

socjalistyczny, zmarły w więzieniu, ustylizowany jest na romantycznego działacza–spiskowca. Wytrwale organizujący strajki,

rozpowszechniający ulotki, umierając nie żałuje niczego. Gotów w każdej chwili powrócić do swej działalności. Ostatnia strofa

zdaje się powtarzać zaczerpnięte z Mickiewicza przekonanie: pieśń ujdzie cało. Ofiara życia nie pójdzie na marne. Żywa będzie

wśród potomnych i zawarta w strofach poezji-czynu nadal będzie kształtować ducha walki i oporu. Duch – wieczny rewolucjonista,

jak to ujął Juliusz Słowacki, jeszcze jeden z mistrzów Broniewskiego, nigdy nie zaprzestanie swojej pracy.

 

Również słynne swego czasu Zagłębie Dąbrowskie nadzwyczaj wyraziście określa zadania poety, który powinien zstąpić w głąb

ludzkiej niedoli i nie tylko wydobyć stamtąd, niczym najcenniejszy diament, tlący się w piersiach uciemiężonych gniew. Powinien

go także przetworzyć na pieśń – pobudkę do walki. Życie potwierdzało te nadzieje. Kiedy w 1936 roku Broniewski recytował ten

wiersz we Lwowie na Kongresie Pracowników Kultury, gdy padły słowa: "Zapalać! Gotowe?" – odpowiedziały poecie gromkim

głosem chyba ze dwa tysiące głosów: "Gotowe!".

 

Jeżeli jednak chcielibyśmy mieć przekonanie, że służba rewolucji, mimo dolegliwości życiowych, dawała poecie komfort duchowej

pewności, że czyni słusznie, bylibyśmy w błędzie. Popatrzmy na postać drugiego z bohaterów Troski i pieśni, na Rimbauda.

Sukces poety jest w tym wierszu czymś wielce podejrzanym. Nie wolno mu „śpiewać tym, co klaszczą”, choćby to byli ukochani

robotnicy. Doświadczył na sobie Broniewski gorzkiej drwiny, gdy wstąpił do legionów Piłsudskiego. Potem widział, jak dawni

zapaleńcy stawali się kombatantami oportunistycznie i zapobiegliwie odcinającymi kupony od swoich młodzieńczych

zaangażowań. Poeta nigdy nie wyparł się swoich legionowych tradycji – przeciwnie, do końca życia był z nich dumny, jednak już

w 1926 roku gorzko zapytywał byłych towarzyszy broni:

 

   Dlaczego dziś znowu przy was

 

   Krwią się tuczą te same kanalie?

 

   (Do towarzyszy broni)

 

Poeta, oddający swój talent i swój los sprawie rewolucji, musi jednak pozostać beznadziejnie samotny. Jak Rimbaud, z odrazą

spoglądał na takie sceny:

 

   Posłuchaj! W zgiełku targowiska,

 

   gdzie wsiąkła w ziemię święta czerwień, tłum żre i ślinę leje z pyska,

 

   tańcuje, parzy się na ścierwie

 

   i rzyga...

 

   (Rimbaud)

 

Jest to ten sam tłum, który potrafił być wzniosły i patetyczny w chwilach porywów rewolucyjnych. W imię wielkiej sprawy poeta

jest więc wyrazicielem interesu mas, jednak wielkie porywy wygasają i pozostaje zwykle po nich odrażająca pospolitość

rządzących i rządzonych. Ta sama Elegia o śmierci Ludwika Waryńskiego może pobudzać do świętej walki, i może utwierdzać

kołtuństwo, czego doświadczył poeta w czasach stalinowskich, gdy recytowano jego wiersze na propagandowych akademiach

szkolnych.

 

Troskę i pieśń zamykają gorzkie wiersze o samotności poety, podreślające jednak dumnie jego niezależność. Odpowiadając na

apele komunistów, by poddał się rygorom dyscypliny partyjnej, Broniewski pisał:

 

   Przyjacielu, czemuś nie pojął,

 

   skąd krew pieśni i moc jej czerpię? – jeśli wierszem staję do boju,

 

   wierszem kocham i wierszem cierpię.

 

   Nie pozwolę nikomu dotknąć

 

   harfy mej – ze stu żył – stustrunnej,

 

   będę niósł ją – groźną, samotną –

 

   choćby cięższa była od trumny.

 

   (***, inc.: Przyjacielu, los nas poróżnił...)

 

Jeżeli więc ostatnie słowa tomu brzmią: "Temu światu ja się nie poddam, / temu światu ja krzyknę: nie!" - oznacza to wewnętrzną

niepodległość poety zarówno wobec tzw. konieczności dziejowych, interesów partii postępowych, jak i nacisków krytyki literackiej,

oczekiwań szerokiej publiczności, nawet wbrew słabościom własnych uczuć. Wkrótce jednak przyszły czasy, które wyszczerbiły

posągową dumę poety indywidualisty.

 

 

Bagnet na broń (1943)

 

 

Kiedy najpierw w Jerozolimie, później w Londynie ukazał się tom wierszy stanowiący pobudkę do walki z okupantem

(okupantami?) Polski, Broniewski miał już za sobą gorącą atmosferę zajętego przez Rosjan Lwowa, aresztowanie i więzienie,

wędrówkę z armią Andersa przez Bliski Wschód.

 

Bagnet na broń jest jednym z najbardziej zagadkowych i domagających się interpretacji tomów poezji polskiej XX wieku. Główne

myśli, prezentowane w różnych wierszach, jakby nie dały się pogodzić. Próba, jaką los zgotował poecie, była rzeczywiście

nadzwyczajna i jakkolwiek lekko brzmią słowa:

 

   Mistrzyni życia, Historio,

 

   zachciewa ci się psich figlów

 

   (Rozmowa z Historią)

 

to ciężko przyszło Broniewskiemu za te figle zapłacić.

 

Jak wielu lewicujących bądź komunizujących poetów Broniewski trafił do sowieckiego więzienia. I pytanie:

 

   Rewolucyjny poeta

 

   ma zgnić w tym mamrze sowieckim?

 

   (Rozmowa z Historią)

 

nie było pytaniem retorycznym.

 

Tom Bagnet na broń otwierają wiersze prezentujące niemal cały podstawowy zespół problemów nurtujących poetę. Słynny wiersz

tytułowy jest pobudką do walki o Polskę bez względu na okoliczności. Głośne słowa:

 

   Są w ojczyźnie rachunki krzywd,

 

   obca dłoń ich też nie przekreśli,

 

   Ale krwi nie odmówi nikt...

 

   (Bagnet na broń)

 

wyraziście podkreślają, że nadrzędnym celem, do którego dążył poeta, nie był międzynarodowy komunizm, ale wolna ojczyzna.

Jeden z najbardziej przejmujących wierszy, Żołnierz polski, ukazywał rzeczywistą bezradność obywatela podbitego kraju. Trzeci

wiersz tomu był pytaniem o zadania poety i poezji w tym trudnym okresie:

 

   Syn podbitego narodu, syn niepodległej pieśni,

 

   o czym i jak mam śpiewać, gdy dom mój – ruiny i zgliszcza?

 

   (***, inc. Syn podbitego narodu...)

 

Zadziwiające jest pragnienie poety, by „z gruzów Warszywy rósł żelbetonem socjalizm”, kiedy następne dwa wiersze są listami

rewolucyjnego poety z sowieckiego więzienia. W Drodze – poetyckim przesłaniu do Ksawerego Pruszyńskiego – Broniewski

wyraziście powiedział, o co mu chodziło: „aż się w zwycięstwie zagubi droga przez Moskwę i Narvik”. Tak mówi stary legionista

Piłsudskiego, który nie ma złudzeń, że musimy przetrwać również doświadczenie komunizmu:

 

   Ostrzegam naród Polski:

 

   jeszcze daleko do Polski.

 

   Bądźmy trzeźwi, uparci, na wszystko gotowi,

 

   nie czekając, co Historia powie.

 

   (Przepis na poezję)

 

Tom kończy się wierszem Żydom polskim. Poczucie braterstwa z ofiarami holocaustu nie jest poczuciem braterstwa przegranych.

Broniewski wierzy, że trzeźwość, rozsądek i uporczywa walka w końcu doprowadzą do tego, że:

 

   każdy człowiek otrzyma wolność, kęs chleba i prawo

 

   i jedna powstanie rasa, najwyższa: ludzie szlachetni.

 

 

Nadzieja (1951)

 

 

W napisanym jeszcze w Palestynie w 1945 roku wierszu Broniewski tak motywował swój powrót do uzależnionej od woli Stalina

Polski:

 

   Bracia! Do domu! Stawiać czas

 

   w Warszawie szklane domy...

 

   (Do domu)

 

Cztery lata później poeta pisał na urodziny „Generalissimusa” panegiryczny poemat Słowo o Stalinie. W prasie krajowej

zachwycano się „głęboko przeżytą pieśnią na cześć wielkiego wodza", na emigracji nazywano rzecz zupełnie odmiennie: Słowo o

psie Stalinie. Trudno dociekać intencji poety, trudno wyrokować, kiedy stracił złudzenia, kiedy opuściła go nadzieja, że socjalizm,

jedna z najwcześniejszych fascynacji Broniewskiego, w ostatecznym efekcie przyniesie zarówno wyzwolenie narodowe i socjalne.

Wydany w apogeum kultu jednostki tom wierszy jednak nosił tytuł Nadzieja, a nie spełnienie. Są i w pomacie i w wierszach w

czasów stalinowskich sygnały, że panegiryzm poety nie jest jednoznaczny. Jeden z wierszy zatytułował wprost Byt określa

świadomość. Czytany dziś może dziwić pointą:

 

   Przyszłość przed nami!

 

   Byt określa świadomość!

 

Przyszłość była dla Broniewskiego nadzieją:

 

   Ja na sto koni parowych chcę wsiąść

 

   i pędzić w przyszłość!

 

   ( bez tytułu)

 

Najbardziej przejmujące są wśród panegirycznego pustosłowia osobiste wyznania poety: "wszystko diabli wzięli" (Meteor), "opada

ze mnie życie, jak jesienne liście" (Krzywda), "sam jak pies, / a co to kogo obchodzi, / że w gardle pełno łez?" (Joasi).

 

Niesamowite to wszystko. Naczelny poeta komunizmu, obecny na każdej akademii szkolnej, w powodzi niesmacznej służalczej

mowy umieszcza wyznania zadziwiające. Wiersz Baudelaire kończy się wyznaniem, że poeta pisze dla chleba, w Cytadeli

powiada o przegranych żywotach idealistów socjalistycznych:

 

   umarli, zgnili –

 

   został Cel.

 

Wreszcie w wierszu Kolumna ("Król Zygmunt Trzeci to był kiepski król") wyznaje: "kocham / ten kawałek zdruzgotanej ziemi".

 

Wbrew tytułowi, nadziei pozostawało Broniewskiemu coraz mniej. Wielką ojczyznę jeszcze w czasach stalinowskich zastąpiła

„Najbliższa ojczyzna”. Ale i ona nie miała stać się azylem poety. Nie potrafił dokończyć poematów Nadzieja i Wisła. Samobójcza

śmierć córki Joanny przyniosła gorycz, której nic nie mogło już wynagrodzić. Wydany w 1956 roku tom trenów żałobnych Anka

jest ostatnim tomem Broniewskiego. Później były już tylko zbiory i wybory... i „wiersze ostatnie”. Trzy miesiące przed śmiercią

poeta jeszcze raz rozliczał się z tak drogimi mu tradycjami romantycznymi. Z jednej strony deklarował:

 

   Nie wierzę w śmierć Ordona,

 

   historia kłamie,

 

   a przecież to ona, to ona

 

   nas nie złamie.

 

Z drugiej strony kończył wiersz obrazem żołnierza rozbrojonego, pozbawionego możliwości działania, któremu pozostała tylko

bezsilna wobec losów wierność idei ojczyzny:

 

   Hej! pola malowane zbożem rozmaitem,

 

   wam my wierni,

 

   i z karabinem już nie nabitym

 

   umrzemy gdzieś na ścierni.

 

   (Adam)

język niemiecki kurs