Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Poezje Barańczak Stanisław




Poezje

 

• Barańczak Stanisław •

• 1977 •

 

W roku 1981 powielony marną techniką, ozdobiony na okładce portretem autora z nogą w gipsie i laską, ukazał się w drugim

obiegu, bez zezwolenia władz PRL–u i cenzury tom Stanisława Barańczaka Wiersze prawie zebrane. W ten sposób uhonorowano

ponad dziesięcioletni trud znanego i cenionego pisarza opozycyjnego.

Sławę zyskał Barańczak na fali ruchów opozycyjnych i kontestacyjnych wobec komunizmu, które tak wyraziście nasiliły się w

Polsce po doświadczeniach demonstracji studenckich w 1968 roku. Dla wielu poetów tej generacji rok ów był podstawowym

przeżyciem pokoleniowym. Także i Barańczak w naszej pamięci zaczyna się od drugiego tomu wierszy Jednym tchem (1970).

 

 

Spójrzmy prawdzie w oczy

 

 

Wiersz ten można uznać za jeden z najbardziej charakterystycznych dla przełomu, który nastąpił w poezji polskiej po roku 1968.

Wszystkie inne walory poezji zostały podporządkowane dwom – prawdzie i etyce. Bohaterami wiersza są ludzie przeciętni –

przechodnie z podniesionymi kołnierzami, podróżni wypatrujący godziny odjazdu pociągów, które dowiozą ich zapewne do pracy,

czytający wydawane w PRL gazety, wstający o świcie. Zmęczone oczy owych ludzi są dla poety zwierciadłem prawdy o tamtych

czasach. Ubóstwo, brak perspektyw, beznadzieja. Oni to właśnie powinni stać się bohaterami wiersza, bowiem:

 

   choćby się pod nami nigdy nie ugięły

 

   nogi, to jedno będzie nas umiało rzucić

 

   na kolana

 

   (Spójrzmy prawdzie w oczy)

 

Są to jednak dość specyficzni „bohaterowie” – zbyt łatwo pogodzili się z nijakością własnego istnienia. Większość winy za ową

nijakość spoczywa na politycznych decydentach, na fałszu optymistycznej propagandy komunizmu, na pozbawieniu obywateli

możliwości kształtowania własnego życia i okaleczaniu ich świadomości. Wiersze Barańczaka są więc gorzką i buntowniczą grą

poetycką między manipulacjami ideologiczno-politycznymi a potocznym, zniewolonym i znieprawionym istnieniem.

 

 

Sztuczne oddychanie (1974)

 

 

Sztuczne oddychanie stosuje się zwykle wobec osób, które same nie są w stanie oddychać. Których istnienie jest zagrożone. I

taki jest bohater tego cyklu wierszy, tak jednorodnego, że można go nazwać poematem. Niejaki N. N. jest zapracowanym

obywatelem, żyjącym w warunkach względnego ubóstwa, przystosowanym do kłamstw i wybiegów pozwalających jakoś sobie

radzić w obezwładniającym myślenie i indywidualność systemie komunistycznym.

 

Barańczak nie próbuje uwznioślać swojego bohatera, który chce tylko przetrwać i nie mieć kłopotów. Chętnie unika myślenia,

bowiem obawia się, że mógłby dojść do wniosków, które doprowadziłyby do konfliktu z otaczającą rzeczywistością, do konfliktu z

tymi przede wszystkim, od których zależy jego praca, zarobki, mieszkanie, przydziały, awanse itp. Tym silniej zauważalna dla

czytelnika jest deprawująca praktyka komunistycznej propagandy. Tym dramatyczniej przedstawia się los ludzi, którzy nawet nie

zdają sobie sprawy z tego, jak dalece zniszczono ich życie.

 

Kiedy N. N. zaczyna zadawać sobie pytania, objawia mu się przede wszystkim zdeprawowanie języka, który powinien pomagać

dochodzić do prawdy i sensu:

 

   Mówić językiem, w którym słowo „bezpieczeństwo”

 

   budzi dreszcz grozy, słowo „prawda” jest

 

   tytułem gazety, słowa „wolność” i

 

   „demokracja” podlegają służbowo

 

   generałowi policji;

 

   jak to się stało, żeśmy się zaczęli

 

   w to bawić? W te igraszki słów? W te kalambury,

 

   przejęzyczenia, odwrócenia sensu,

 

   w tę lingwistyczną poezję?

 

   (N. N. zaczyna

 

   zadawać sobie pytania)

 

 

Daję ci słowo

 

 

Zrozumienie konieczności oczyszczenia słowa znieprawionego przez system komunistycznej propagandy stało się podstawą

programu poezji lingwistycznej, sformułowanego przez Barańczaka.

 

Najsłynniejsze były wiersze demaskujące oficjalny język komunistycznej propagandy, które odwoływały się wprost do otaczającej

poetę rzeczywistości. Określona epoka z tomu Ja wiem, że to niesłuszne była swoistym ekstraktem toku zebrania partyjnego.

Nieporadny mówca mający kłopoty z odczytaniem zaakceptowanego przez „górę” tekstu posługuje się najbardziej typowymi

zwrotami. „Określona epoka” czy „określone siły” były enigmatyczną „nazwą” rzeczy najbardziej nieokreślonej, której bliżej nie

wolno było określać. Wiadomo było, że w ich imię należało akceptować lub potępiać, lecz nie powinno się próbować zrozumieć, w

jakich czasach żyjemy, kim są i dlaczego prostestują przeciwko komunizmowi jakieś grupy ludzi niezadowolonych. Minimum

wiedzy i maksimum „zaangażowania” – to był ideał komunistycznego obywatela, którego wypada nazwać po prostu oportunistą.

Propagandowy bełkot mówcy zdradza pustkę jego przemówienia:

 

   Kto ma pytania? Nie widzę.

 

   Skoro nie widzę, widzę, że będę wyrazicielem,

 

   wyrażając na zakończenie przeświadczenie, że

 

   żyjemy w określonej epoce, taka

 

   jest prawda, nieprawda,

 

   i innej prawdy nie ma.

 

Charakterystyczna jest zwłaszcza gra słów „widzę” – „nie widzę”. Wiersz powinien stać się lustrem, w którym może przejrzeć się

ktoś, kto mógłby być jego bohaterem. Wiersz demaskuje zarówno język jak i człowieka. Ukazując nonsens chce od niego

czytelnika uwolnić. Dać mu szansę ujrzenia prawdziwej rzeczywistości, tym samym dać mu szansę ocalenia samego siebie.

 

Paradoks tak pojętej poezji lingwistycznej – przez analizę i pokazanie języka, który fałszuje naszą świadomość, doprowadzić do

wyzwolenia – polegał jednak głównie na tym, że z reguły ci, którzy czytali wiersze, wiedzieli to, co Barańczak i nie były im

potrzebne owe demaskacje. Natomiast ci, którzy najbardziej potrzebowali oczyszczenia, nie czytali wierszy w ogóle, nie tylko

Barańczaka. Program społecznego oddziaływania poezji opozycyjnej zawisł więc w próżni. Świadomi doskonale wiedzieli, jakie

treści niesie słynny plakat ukazujący zdrowego robotnika z jasnym czołem kierującego sterem w drodze do lepszej przyszłości.

Nieświadomi patrzyli na setki tysięcy egzemplarzy plakatu i nie zdawali sobie sprawy, w czym uczestniczą.

 

Warto zwrócić uwagę na postać intelektualisty z wiersza Plakat:

 

   za szkłami,

 

   przekrwione oczy krótkowidzów (sami sobie winni,

 

   za dużo czytają po nocach, noc

 

   jest po to, żeby spać).

 

Ten wykpiwany przez „zdrową klasę robotniczą” typ okularnika-słabeusza jest przecież istotą poszukującą prawdy. Jego

niedomagania są spowodowane właśnie poświęceniem się szukaniu prawdy, wiedzy. Sytuacja się odwraca. Propagandowo

pochwalana tężyzna fizyczna jest godna potępienia, bowiem bezmyślni zdrowi chłopcy są znakomitym materiałem na „mięso

armatnie”, którym manipulują ich nie rzucający się w oczy władcy.

 

Program Barańczaka jest programem heroicznym. W tymże tomie Ja wiem, że to niesłuszne znalazł się wiersz Daję ci słowo, że

nia ma mowy, który zachowując wszystkie mistrzowskie gry językowe, tak charakterystyczne dla autora, mówił wprost o

najwyższym obowiązku moralnym i powołaniu poety;

 

   kto daje słowo, nie daje nikomu

 

   posłuchu ani spokoju, niczemu

 

   nie daje wiary i z niczym nie daje

 

   sobie rady i wszystkim daje do

 

   myślenia.

 

Poeta, który „daje słowo” z definicji niejako, jest wolny wobec wszelkich władz ziemskich, jest rewelatorem prawd najgłębszych,

istotą wszystkim „dającą do myślenia”, choć sam jest wobec rzeczywistości wyjątkowo bezradny.

 

Program polityczny wierszy Barańczaka przysłonił czytelnikom jego ogólniejsze stanowisko wobec świata i istnienia ludzkiego.

Ucisk komunistyczny jest dla poety tylko najostrzejszą, najbardziej dolegliwą formą bólu istnienia. Zniesienie komunizmu nie

przyniesie całkowitego wyzwolenia. Świat jest tandetny, jak tytułowe przedmioty wiersza Dykto, sklejko, tekturo, płyto

paździerzowa, które „dudnią swą nieśmiertelność tandetną”. Wydaje się, że problemem najważniejszym jest dla Barańczaka

godność człowieka:

 

   ja jeszcze zmartwychwstanę, chociaż nie wiem który

 

   ja, przestanę się garbić...

 

Zamieszczony w drugim tomie, Jednym tchem (1970), wiersz Wziąłem sobie do serca przedstawia metafizyczny i uniwersalny ból

istnienia ludzkiego. Związany jest on „po prostu” z istotą człowieczeństwa we wszelkich niemal jego przejawach – kosmicznym,

biologicznym, kulturowym, politycznym, religijnym, poznawczym... Bardzo barokowy utwór ukazuje śmierć jako próbę otwarcia

drzwi – na inną rzeczywistość. Odpowiedzią na totalne cierpienie ma być totalny bunt człowieka.

 

Barańczakowy buntownik polityczny jest tylko elementem buntownika metafizycznego. Nie można się więc dziwić, że po upadku

komunizmu uwyraźniło się to, co było w twórczości Barańczaka wcześniej mniej widoczne – od początku była to poezja

metafizyczna.

 

cięcie wodą poznań cena