Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Pierwszy krok w chmurach




Pierwszy krok w chmurach

 

• Hłasko Marek •

• 1956 •

 

Marek Hłasko to bezsprzecznie jeden z największych zmarnowanych talentów współczesnej literatury polskiej. Swymi

opowiadaniami idealnie wręcz utrafił w indywidualne i społeczne nastroje połowy lat pięćdziesiątych. Współdebiutantów z

pokolenia „Współczesności” zafascynował tak dalece, iż swego czasu głośno było o zjawisku „hłaskoizmu”, czyli o wpływie Marka

Hłaski na debiutujących tuż po nim rówieśników. Dla wielu czytelników Hłasko pozostał autorem jednej książki, właśnie zbioru

opowiadań Pierwszy krok w chmurach, błyskawicznie wznowionego i wyróżnionego pierwszą w powojennych dziejach nagrodą

Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek.

Marek Hłasko i jego rówieśnicy uznali się za pokolenie oszukane. Dawali wyraz swemu rozczarowaniu. Buntowali się i tęsknili za

innym życiem. Tak też czynili bohaterowie Pierwszego kroku w chmurach. Zadawali – jak bohater opowiadania Pijany o dwunastej

w południe – retoryczne pytanie: „Dlaczego szczęście mieszka tak daleko?” Niekłamany liryzm opowiadań Hłaski, ostro

kontrastujący z socrealistyczną sztywnością literatury początku lat pięćdziesiątych, przyjmowany był niczym objawienie. Szybko

jednak przerodził się w chandrę i negację. I tak pozostało: bohaterowie opowiadań Hłaski to na ogół ludzie marzący o czymś

szlachetnym i wspaniałym, tylko życie okazuje się złe, brudne, brutalne. W konfrontacji z życiem, to znaczy przede wszystkim z

bliźnimi, nie mają żadnych szans. Nawet na ocalenie złudzeń. Żelazna ręka losu zawsze wyrywa bohaterom tych opowiadań

„ostatnie pawie pióra z dupy”.

 

Wszystko, co w życiu człowieka powinno być piękne i wzniosłe, a więc praca (Robotnicy), miłość (Śliczna dziewczyna, Pierwszy

krok w chmurach, Amor nie przyszedł dziś wieczorem), życie rodzinne (Dom mojej matki), w opowiadaniach Hłaski okazywało się

przekleństwem. Piekłem na ziemi – jak w impresji z Dostojewskiego, zatytułowanej katastroficznie Finis perfectus.

 

Buntowi bohaterów Marka Hłaski towarzyszy drastyczny ogląd rzeczywistości. Drastyczność maskuje potrzebę wartości

niepowtarzalnych, wzmaga tęsknotę do wyimaginowanego lepszego świata, motywuje chęć odmiany. Zamierzona chęć odmiany

ginie jednak w wycinkowym widzeniu rzeczywistości, ulatnia się w oparach alkoholu. Niespełnienie rodzi gniew, sprzyja szybkiej i

efektownej mitologizacji. Zauważa to mimochodem narrator opowiadania Najświętsze słowa naszego życia: „Wtedy każda

dziewczyna mówiła, że jesteś drugi. Mowa. A pierwszy to był zawsze jakiś partyzant, który zginął w lesie. A już rok później to one

mówiły, że ten partyzant albo siedzi w kiciu, albo go UB rozłupało. Mowa”. W słowach tych pobrzmiewa wyraźny kompleks wobec

starszych kolegów z pokolenia „Kolumbów”.

 

Marek Hłasko nie dostrzegał wyjścia z egzystencjalnej sytuacji człowieka. Teza brzmiała: ludzie potrafią tylko nienawidzić i

dlatego niszczą wszystko i wszystkich. Brak elementarnego poczucia miłości doprowadza bohaterów jego opowiadań do

katastrofy. Wynika ona również ze sprzeczności: ludzie tęsknią do lepszego życia, jednocześnie zaś nie wierzą w realizację

szczytnych wartości. Marek Hłasko lubował się w kontrastach. Marzył o pełni życia, ale w jego utworach przeważają barwy

ciemne. Dostrzegał powszechną podłość i może dlatego wierzył w ozdrowieńczą moc literatury.

 

 

„Życie jest brudnym piekłem i ludzie wszystko gnoją. Największe przerażenie ogarnia wtedy, kiedy czujesz, że w twoim życiu

zaczyna się coś dobrego. Przymykasz oczy i widzisz, jak wszystko idzie w błoto. Jak we wszystko wtrącają się podli i głupi; jak

wszystko pomału umiera; jak wszystkiego trzeba będzie żałować” (M. Hłasko).