Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Pan Cogito




Pan Cogito

 

• Herbert Zbigniew •

• 1974 •

 

Pan Cogito to piąta książka poetycka Herberta. Stanowi ona niejako sumę i ukoronowanie tych doświadczeń, osiągnięć i

tendencji, jakie od Struny światła, poprzez Hermesa, psa i gwiazdę, Studium przedmiotu i Napis stanowiły istotę światopoglądowej

i artystycznej drogi autora. Wyznaczały i określały tę drogę: mądry sceptycyzm i racjonalizm; nieufność wobec utrwalonych w

tradycji prawd filozoficznych i etycznych oraz norm i konwencji estetycznych; wrażliwość na cierpienie; sprzeciw wobec wszelkich

form społecznego i politycznego, kulturowego i intelektualnego zniewolenia; uparte i cierpliwe podejmowanie prób odpowiedzi na

pytanie, jak żyć sensownie i godziwie w świecie, który przestał być kosmosem (tzn. porządkiem i dobrem, ładem i pięknem) i

zupełnie takiemu życiu nie sprzyja; rzetelne – i zarazem świadome istniejących w tej materii granic – poszukiwanie prawd i

wartości niezawodnych, pewnych i uniwersalnych; zakorzenienie mowy poetyckiej w “języku przodków”, języku przede wszystkim

antycznych mitów i obrazów, ale także w ogóle kulturowych motywów i metafor, symbolicznym, ponadczasowym i wspólnym dla

mieszkańców Śródziemnomorza języku mitologii i religii, literatury, filozofii i sztuki; prostota i klarowność frazy oraz poetyckiego

obrazu, przy jednocześnie częstym wychyleniu wiersza w stronę paraboli, kulturowej anegdoty, para-mitologicznej opowieści,

wielkiej metafory; stanowiąca wyraz maksymalnego zobiektywizowania wypowiedzi postawa intelektualnej i emocjonalnej

powściągliwości i umiaru oraz towarzyszący jej często humor i subtelna ironia. Pan Cogito jest bohaterem, który pojawił się u

poety bodaj tak właśnie rozumiejącego sens poezji i tak ten sens realizującego.

Tom nie jest przypadkowym zbiorem. Herbert ułożył 40 utworów, wierszy i próz poetyckich w bardzo spójną całość (w sposób

równie przemyślany komponował i wcześniejsze tomiki). Ułożył mianowicie swego rodzaju poemat w czterdziestu fragmentach,

poetycką historię o Panu Cogito. Historia ta – w takim sensie, w jakim Pan Cogito stanowi porte-parole autora i jednocześnie (jako

bohater literacki) obiektywny i uogólniony byt – jest metaforyczną opowieścią Herberta zarówno o sobie samym, jak i o

doświadczeniach w ogóle człowieka myślącego, któremu w drugiej połowie XX wieku przyszło żyć w określonym na mapie

współczesnego świata miejscu.

 

Imię bohatera – a streszcza się w tym imieniu jego istota – odsyła do słynnej formuły cogito ergo sum Kartezjusza. Odsyła tym

samym do antropologii, światoobrazu oraz etyki budowanych na fundamencie racjonalnego i twórczego sceptycyzmu i wątpienia.

Wydaje się jednocześnie, że niemały wpływ na genezę Herbertowego protagonisty miał również uniwersytecki mistrz poety,

Henryk Elzenberg, filozof i etyk odnotowujący w swoim dzienniku (Kłopot z istnieniem) m.in. myśl następującą: “według tego, co

niegdyś nazywano zamiarem natury, pojawiłem się na tym świecie w charakterze istoty myślącej; szanuję więc ten zamiar i

myślę. Ryzykuję błąd, ryzykuję przegraną, ale podtrzymuję swój honor: własny i tej niby naszej matki natury”. Jeżeli w taki

sposób rozumieć treść zapisaną w imieniu bohatera, poetycka historia Pana Cogito jawi się jako opowieść o możliwościach i

szansach, jakie na sensowne, odpowiedzialne i dojrzałe bycie – na pełną podmiotowość i etyczną godziwość – ma we

współczesnym świecie człowiek, którego jedynymi atutami są “myślenie” oraz “wierność” (wierność wobec owego myślenia).

Mówiąc zaś nieco inaczej, tzn. metaforycznym językiem otwierających tom wierszy (Pan Cogito obserwuje w lustrze swoją twarz,

O dwu nogach Pana Cogito), jest to opowieść o tym, jak “poprawić” przyrodzone ułomności ludzkiej natury, jak uzgodnić jej

zmysłowy wymiar z wymiarem duchowym, jak wreszcie pokonać rozmaite przeszkody, pokusy i pułapki, które niesie los, natura i

kulturowa oraz cywilizacyjna rzeczywistość – słowem, jak dokonać tego wszystkiego i jednocześnie (nie pomijając i nie

prześlepiając niczego z urody świata) osiągnąć poczucie pełnej tożsamości, odrębności i indywidualności, zachować twarz,

odnaleźć swoje miejsce na ziemi, swój własny i czysty “dom”.

 

Poeta najpierw bardzo precyzyjnie i uważnie przeprowadza bohatera przez zasadnicze etapy egzystencjalnego (i zwyczajnego w

swej codzienności i powszechności) doświadczenia: rodzina, studia, nierealność powrotu do miejsca urodzenia, do krainy

dzieciństwa i młodości, próby zapytań o rzeczy fundamentalne (cierpienie, sens powszedniości, prawomocność myślenia,

współczucie), śmierć bliskiego człowieka, poczucie obcości i tajemniczości przedmiotów i rzeczy oraz świadomość

niepochwytnego ogromu natury, milczenie transcendencji (=prozaiczność snów), brak budującej sztuki, która niegdyś zwykła

określać przestrzeń wartości duchowych. W zakończeniu tej części opowieści – swoistej opowieści inicjacyjnej o

doświadczeniach, jakie wynosi bohater ze spotkania z szeroko rozumianą tzw. rzeczywistością – stawia Herbert Pana Cogito

przed posążkiem Wielkiej Matki w Luwrze (Pan Cogito spotyka w Luwrze posążek Wielkiej Matki). Jest to obraz bardzo

wymowny: w kulturowym i cywilizacyjnym centrum Europy, w stolicy współczesnego świata stoi samotny, opuszczony przez

(Matkę) naturę człowiek; stoi przed muzealnym eksponatem – smutnym świadectwem tego, co stało się ze światem i ożywiającą

go siłą – i wie (cała ta scena jest tego świadectwem), że nigdzie na zewnątrz, w żadnej spośród wartości tego świata nie znajdzie

nic takiego, co mógłby uznać za swoje i co pozwalałoby mu prawdziwie i rzetelnie być.

 

W drugiej części opowieści przedstawia Herbert doświadczenia Pana Cogito ze spotkań z tradycją antyczną i historią

współczesną, religią i filozofią, poezją metafizyczną i teologią. Tutaj również niczego budującego bohater nie znajduje. Wiele się

jednak nauczył, a przede wszystkim dojrzał i zdobył świadomość, tę m.in. świadomość, że wierność myśleniu oddala człowieka

od świata i pogrąża go w samotności, ale że jest to cena, jaką trzeba (i warto) zapłacić za niezależność, poczucie godności,

wewnętrzną wolność, innymi słowy: za własną duszę. O gotowości Pana Cogito do ocalenia duszy ponad wszystko mówi

przedostatni wiersz, Pan Cogito o postawie wyprostowanej. Bohater traci tu w momencie próby – jakże to znamienne właśnie w

jego przypadku – głowę, zyskuje przecież i ocala duszę: “los patrzy mu w oczy [zwierciadło właśnie duszy] w miejsce gdzie była

jego głowa”. Ostatni zaś wiersz tomu, słynne Przesłanie Pana Cogito, jest niejako praktycznym wnioskiem, jaki Herbert każe

wypowiedzieć bohaterowi, który osiągnął pełnię człowieczeństwa. Prosty to wniosek: “cogitańska” świadomość i dojrzałość

zobowiązują – bez względu na konsekwencje i bez nadziei na zapłatę – do sprzeciwu wobec jakiejkolwiek formy zniewolenia.

 

Pan Cogito nie zniknął z poezji Herberta po roku 1974. Wierny Przesłaniu i jednocześnie wierny prawdzie postaci, której drogę do

dojrzałości w tak pełny sposób przedstawił (a była to i droga samego autora), wprowadził go Herbert do kolejnego tomu wierszy,

Raportu z oblężonego Miasta, książki będącej m.in. wyrazem sprzeciwu właśnie wobec zniewolenia. Nie zniknął również Pan

Cogito w późniejszych tomach, Elegii na odejście i Rovigo, pełniąc przede wszystkim funkcję maski autora, dopisującego

(niekiedy na granicy dosłowności, wcześniej nieobecnej) do historii ułożonej w połowie lat siedemdziesiątych kolejne epizody z

życia bohatera.