Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Pamiętniki




Pamiętniki

 

• Pasek Jan Chryzostom •

• 1688 •

 

Przez całe XVII stulecie cieszyła się Rzeczpospolita czternastoma zaledwie latami pokoju (a i te mącone były przez wypady

tatarskie). Pierwsze dziesięciolecia przyniosły jeszcze niemało triumfów naszego oręża: Kircholm (1605), Kłuszyn (1610), zajęcie

Moskwy (co prawda krótkotrwałe i o smutnym zakończeniu), zdobycie Smoleńska (1611), udana bitwa chocimska (1621), świetna

kampania smoleńska w 1634. Niewiele brakuje Rzeczpospolitej Obojga Narodów do miliona kilometrów kwadratowych. Trwa

ekspansja polskiej kultury na wschód, a nasz zachodni sąsiad przeżywa koszmar wojny trzydziestoletniej.Na Ukrainie są

problemy z Kozakami, ale nie ma watpliwości, kto tu rządzi... I nagle klęska 1648, Żółte Wody, Korsuń...Kozacka czerń bije

panów braci, chamy podnoszą rękę na majestat Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, Chmielnicki traktuje posłów królewskich jak

pachołków... Jeszcze Jeremi Wiśniowiecki urządzi Kozakom krwawą łaźnię pod Beresteczkiem, ale niewiele z tego wynika. W

1652 wysłannicy kozaccy i ambasador moskiewski przyglądają się, przecierając oczy ze zdumienia, pierwszemu zerwaniu sejmu

przez liberum veto Władysława Sicińskiego, posła powiatu upickiego, figuranta za którym stała pierwsza persona Wielkiego

Księstwa Litewskiego, Janusz Radziwiłł ( nawiasem mówiąc mieszkańcy Upity do dziś opowiadają niestworzone historie o

Sicińskim, który urasta do roli litewskiego Draculi). Kozacy i Moskwa nie tylko przyglądają się, ale i wyciagają wnioski. W

styczniu 1654 Chmielnicki oddał w Perejasławiu Ukrainę w poddaństwo Moskwie. W parę dni później Kijów dostał się w ręce

rosyjskie. Reakcja polska: kolejne zerwanie sejmu. W maju tegoż roku nawała moskiewska ruszyła na Litwę. 8 VIII 1655 Rosjanie

i Kozacy zdobyli Wilno. Ale już wcześniej, 25 lipca, wojsko polskie skapitulowało przed Szwedami pod Ujściem. Mieliśmy więc na

głowie Rosjan, Kozaków i Szwedów (a właściwie wielonarodową zbieraninę żołnierską pod szwedzkim dowództwem). To już nie

była wojna, to był potop. W październiku Janusz Radziwiłł oddał Litwę pod protekcję szwedzką, zrywając unię z Koroną; przysięgę

na wierność Karolowi Gustawowi złożył też hetman wielki koronny Stanisław Rewera Potocki - i nie on jeden: do wyjątków należeli

raczej ci, co dochowali wówczas wierności Janowi Kazimierzowi. Do tych niezłomnych nie należał zresztą przyszły bohater spod

Wiednia, Jan Sobieski. Król Jan Kazimierz uszedł na Śląsk. Wyglądało to już na finis Poloniae...

 

 

Żywot rycerza niezłomnego, a bystro myślącego

 

 

Jan Chryzostom Pasek, syn ziemi rawskiej, urodził się ok. 1636 roku, gdy gwiazda Rzeczpospolitej świeciła jeszcze

mocarstwowym blaskiem. Uczył się w rawski kolegium jezuickim. Wyniósł stamtąd umiłowanie łaciny i kunszt oratorski, którego

aż nazbyt liczne próbki pomieścił w swym Pamiętniku. Gdy w 1655 - lub 1656 - zaciągnął się pod komendę Stefana

Czarnieckiego, jednego z nielicznych dowódców, którzy pozostali wierni Janowi Kazimierzowi, stan Rzeczpospolitej był, jak już

wspomniałem, rozpaczliwy. Nie dość, że masa wrogów w granicach - gorsze, że czynna kolaboracja stała się czymś

powszechnym wśród Polaków: "naszych Polaków przy królu szwedzkim siła; aryani, lutrowie chorągwie mieli swoje, pod którymi

katolików wiele służyło, jedni per nexum sanguinis ( dla związków krwi), drudzy dla wziątku i swywoli". Pasek bije się m.in. pod

Warką i Trzemeszną, gdzie Czarniecki z tatarską pomocą ( bo Tatarzy jedyni wyciągnęli wtedy do nas rękę) gromi Szwedów

obciążonych dobytkiem zrabowanym w Polsce. Niedobitków okoliczni chłopi przeszukują nader dokładnie, rozcinając żywcem

brzuchy i z wnętrzności wyciągając połknięte kosztowności.

 

W grudniu 1656 w Radnot na Węgrzech król szwedzki, elektor brandenburski, Bogusław Radziwiłł i książę siedmiogrodzki Jerzy

Rakoczy podpisują traktat o rozbiorze Rzeczpospolitej. Rakoczy, któremu obiecano też tytuł królewski, był ewidentnie

podpuszczony przez sprytniejszych partnerów. Głuchy na przestrogi we własnym kraju, ruszył na Polskę w 1657. Wojska

naszych "bratanków" dopuszczały się czynów, wobec których przemoc szwedzka wydawała się dobrotliwą opieką. Rakoczy

zdobył Warszawę, ale musiał się cofnąć wobec wieści o odwetowym najeździe na Siedmiogród, przeprowadzonym przez Jerzego

Lubomirskiego. Obrał drogę przez Ukrainę, gdzie nad Bohem doznał całkowitej klęski z rąk polskich.

 

Pasek opisuje te wydarzenia i notuje swój w nich udział, ale nie podaje szczegółów. Rozpisuje się natomiast szeroko o wyprawie

z Czarnieckim do Danii, gdzie wojska polskie pośpieszyły w 1658 z pomocą królowi duńskiemu walczącemu ze Szwedami.

Bardzo się ta wyprawa panu Paskowi podobała. Zaimponowała mu wzorowa organizacja przemarszu przez Niemcy i dobre

zaopatrzenie wojska w kraju bądź co bądź wycieńczonym niedawną wojną trzydziestoletnią. A w Danii to już tylko jeść, pić i

popuszczać pasa. Duńczycy mieli zapewne mieszane uczucia wobec takich sojuszników. W każdym razie Pasek obłowił się w

Danii na tyle, że oszczędności starczyło mu na parę lat. Ze zdziwieniem konstatuje, że Dunki "w afektach nie są tak powściągliwe

jako Polki" i nie wstydzą się nagości, bo "nie rzecz jest wstydzić się za swoje własne członki, które Pan Bóg stworzył". Widać z

tego, że Dania niewiele się przez te trzysta lat zmieniła: jest golizna i można zarobić. Oczywiście Pasek robił też szablą, m.in.

przy zdobyciu Koldyngi. Nie uczestniczył natomiast, choć go opisał (i ubarwił), w desancie na wyspę Als, kiedy to Czarniecki "dla

Ojczyzny ratowania rzucił się przez morze" ( co w zasadzie było prawdą, tyle że, po pierwsze, ta przeprawa tysiąca żołnierzy

niewiele miała wspólnego z ratowaniem ojczyzny, która już wtedy miała się lepiej, a po drugie - nikt się w morze nie rzucał, bo

jeźdźcy przepłynęli łodziami, ciągnąc za sobą konie).

 

Pasek odniósł jeszcze jeden sukces: złamał serce nadobnej - i majętnej - Dunce. Od ołtarza jednak się wymigał, wracając w

końcu 1659 do kraju. Tu spotkały się oddziały Czarnieckiego z wracającym spod Malborka korpusem Lubomirskiego. Wygląd

żołnierzy obu formacji od razu uwidaczniał różnicę pomiędzy orężnymi saksami i wojaczką krajową: "kiedy chudo, ubogo, boso,

pieszo, to maliborczykowie; kiedy zaś konno, odziano dostatnio, to Duńczykowie albo jak nas nazywali czarniecczykowie..."

 

Kiedy Pasek bawił w Danii, w Polsce doszło do ważnych wydarzeń dyplomatycznych. Jeszcze w listopadzie 1656 przedstawiciele

Rzeczpospolitej, aby zneutralizować Rosjan, podpisali z Moskwą układ przewidujący powołanie na tron polski, po śmierci Jana

Kazimierza, cara Aleksego. Jednak dwa lata poźniej doszło wreszcie do ugody polsko-kozackiej, znanej jako Unia Hadziacka.

Dokument, przyjęty przez sejm w 1659, zmierzał do przekształcenia Rzeczpospolitej w państwo trojga narodów: polskiego,

litewskiego i ruskiego. Rosjanie uznali, najzupełniej słusznie, że unia jest ciosem dla ich polityki inkorporacji Ukrainy. Wznowili

więc działania przeciw Polsce.

 

Dywizja Czarnieckiego biła się w 1660 na Białorusi, m.in. pod Połonką ( przeciw Chowańskiemu) i nad rzeką Basią (przeciw

Dołgorukiemu). Bitwy te opisuje Pasek dokładnie, jak zwykle koloryzując nieco rozmiary sukcesu wojsk polskich. Z pewnych

rzuconych mimochodem uwag wynika jednak, że na krótko trafił do rosyjskiej niewoli. Opisy bitew są charakterystyczne z dwóch

względów: po pierwsze Pasek daje w nich upust stałej niechęci do Litwinów, jako lichych żołnierzy i nieokrzesanych ludzi, a po

drugie - ukazują one walkę jako proceder usankcjonowanego rabunku. Rabunek ten jest z jednej strony siłą napędową wojska, a z

drugiej jej hamulcem, skoro w ataku myśli żołnierz przede wszystkim o zdobyciu na przeciwniku koni, uzbrojenia i innego dobytku,

a następnie o bezpiecznym odesłaniu łupu na tyły.

 

Wśród nazwisk żołnierzy wspominanych przez Paska spotykamy znajome z Trylogii: Skrzetuskiego ( co prawda Mikołaja, a nie

Jana) i Kmicica (ale Samuela , a nie Andrzeja).

 

Nadchodzi rok 1661. Jeszcze raz potwierdza się słuszność maksymy, że "Tak to Bóg zwyczajnie umyka dobrodziejstwa tym,

którzy sobie danego nie umieją zażyć". Nie opłacone wojsko, zamiast dalej bić osłabionego Moskala, zawiązuje konfederację, by

na własną rękę dochodzić zaległych "zasług". Jest to po prostu bunt, który Moskwa sekretnie wspiera: "car moskiewski nie

żałował też smolnego łuczywa na podpalenie tego ognia, bo latały gęsto ruble i dieniużki moskiewskie". Antykrólewski związek

jest więc, co sam Pasek przyznaje, finansowany przez wroga. Pan Jan, choć również czuł się pokrzywdzony zaległościami w

wypłacie żołdu, do związku jednak nie przystał, daremnie przekonując towarzyszy, iż z większym zyskiem byłoby wkroczyć na

ziemie moskiewskie i tam się obłowić. Postanawia powrócić pod komendę Czarnieckiego. Po drodze, w wyniku podejrzenia

rzuconego przez słynnego Kozaka Jana Mazepę, podówczas dworzanina Jana Kazimierza, zostaje doprowadzony na dwór

królewski, rezydujący wówczas w Grodnie. Stanąwszy przed monarchą i senatorami, wygłasza kilka mów, w których broni swej

niewiności, przytacza zasługi, a także atakuje magnaterię za zdradę i nieszczęścia, jakie na kraj sprowadziła. W samej rzeczy -

miał rację. Ale oskarżenia te trafiały w próżnię, gdyż po "potopie" zadziałał mechanizm "grubej kreski": Jan Kazimierz, podobnie

jak jego poprzednicy z dynastii Wazów, postawił politycznie na magnatów, którzy jednak, zadufani w swą wielkość, mieli własne

ambicje dyplomatyczne, co w praktyce sprowadzało się do konszachtów z wrogami Rzeczpospolitej. Skoro jednak stronnictwo

królewskie również nie oglądało się na na interes Polski, ale dynastii czy też Francji - chcąc koniecznie wepchnąć na tron polski

księcia d'Enghien, a potem jego ojca, Wielkiego Kondeusza - to do kogo mieć pretensje? Skoro na Litwie silne były dążenia do

unii z Moskwą, to może już lepsza była unia ze Szwecją?

 

Ta wędrówka Paska - od sarmackich konfederatów, biorących moskiewskie pieniądze, do senatorów, biorących pieniądze od kogo

się dało, i króla, który w znacznym stopniu przyczynił się do najazdu szwedzkiego i wysługiwał się Francji, wiernej sojuszniczce

Szwecji - ma niezwykłą wymowę: aby przekreślić tę ówczesną "grubą kreskę" trzeba było kogoś, kto będąc bez winy mógł

pierwszy rzucić kamieniem. Lecz gdzie go szukać?

 

Pasek był wówczas młodzieńcem dwudziestoparoletnim, a już zdążył przyjrzeć się gangrenie toczącej Rzeczpospolitą - od

towarzysza chorągwi pancernej po senatorów i króla. Trudno się więc dziwić jego późniejszym wybrykom, które w końcu

doprowadziły go skazania na banicję ( wyrok ten nie przeszkodził mu jednak dożyć swych dni w spokoju).

 

Uwolniony ostatecznie od podejrzeń, dostaje się do Czarnieckiego, który powierza mu misję eskortowania poselstwa

moskiewskiego udającego się do Warszawy. Misja jest trudna, ale chętnych do niej wielu, bo interes jest nie lada. Prowadząc

posłów przez kraj wyniszczony latami wojny, rekwiruje bez litości żywność, gorzałkę, podwody - i bierze łapówki. Przyznaje, że

podczas drogi zarobił 17 tysięcy złotych, a żołd kwartalny w chorągwi pancernej wynosił wówczas 40-60 złotych ( teoretycznie, bo

na ogół skarb świecił pustką). Na oporny Nowogródek robi regularny zajazd, w którym uczestniczą posłowie moskiewscy,

wyciągający wnioski z tego, co widzą. A widzą, że burmistrza zakuwa się w kajdany i wali obuchem w głowę. Tak traktuje się

mieszczan w Rzeczpospolitej.

 

Po zakończeniu misji Pasek wyciąga jeszcze na zlecenie króla ze skarbu litewskiego, w którym wciąż brakuje pieniędzy na żołd,

6000 złotych. Niedługo potem, aby wreszcie zaspokoić żądania zbuntowanego wojska, psuje się gospodarkę lichym pieniądzem o

sztucznie zawyżonej wartości.

 

Karierę wojskową kończy Pasek na dobrą sprawę podczas wojny domowej przeciw siłom Jerzego Lubomirskiego, którego

oskarżono o protektorat nad zbuntowanym wojskiem i zamiar objęcia tronu ( w istocie Lubomirski chciał na króla cara

moskiewskiego). Jak zawsze po stronie królewskiej - choć całkiem bez przekonania - bierze udział w bratobójczej bitwie pod

Mątwami (1666); ku uciesze nieprzyjaciół Rzeczpospolitej zginęły w niej prawie cztery tysiące żołnierzy polskich. Pół roku

poźniej, na mocy pokoju andruszowskiego (styczeń 1667), zrzekliśmy się Smoleńska i Kijowa.

 

W 1667 postanawia Pasek wreszcie się ożenić, bacząc pilnie na majątkowe walory kandydatek. Wybiera wreszcie

czterdziestosześcioletnią wdowę ( a sam miał wówczas około trzydziestki) i rozpoczyna gospodarowanie w dzierżawionych

wioskach Sandomierszczyzny. Sam spławia zboże do Gdańska, sieje, orze - i nieustannie się procesuje. O tym ostatnim, a także

o awanturach sąsiedzkich pisze oględnie, ukrywając to, co poźniejsi badacze odkryli studiując krakowskie akta sądowe. Czas

wolny spędza na pijatykach i zabawie z tresowaną wydrą, zwaną Robakiem, z której robi prezent królowi Janowi III.

 

Wcześniej jednak bierze udział w elekcji 1669 roku. Wówczas to szlachta, mająca serdecznie dość magnackich prób

wprowadzenia na tron cudzoziemca, wybiera na króla "Piasta" - Michała Korybuta Wiśniowieckiego, syna księcia Jeremiego.

Zaiste, godny to "Piast": w peruce, uszminkowany, lubiący jeno młodzieńców, a młodej małżonki nie tykający. Poza tym miernota,

na którą "malkontenci", a wśród nich Jan Sobieski, patrzeć nie mogą. Ale panowie szlachta kochają swego króla, w jego obronie

zawiązując w Gołębiu (1672) konfederację. A dzieje się to wkrótce po upadku Kamieńca Podolskiego. Osiemdziesiąt tysięcy

pospolitego ruszenia stoi pod Lublinem, a z pustoszącymi kraj Tatarami walczy tylko "malkontent" Sobieski z trzema tysiącami

jazdy.

 

W dalszych opisywanych wydarzeniach historycznych Pasek już nie uczestniczył, choć je nader dokładnie odnotowywał ( m.in.

bitwę chocimską [1673] i wyprawę wiedeńską [1683]). Pamiętnik urywa się na roku 1688. Jan Chryzostom Pasek umiera w 1701

roku.

 

 

Chłodnym okiem

 

 

Na czasy Paska patrzymy dziś, choćby nieświadomie, przez pryzmat Sienkiewiczowskiej Trylogii i jej bohaterów, pełnych

szlachetnych uczuć i gwałtownych porywów. U Paska porywów jest wiele - zwłaszcza gdy ze łba kurzy się gorzałka, a ręka

świeżbi do szabli. Przeważa jednak chłodna kalkulacja. Wojna to interes: dla Paska mniejszy, dla jego ukochanego Czarnieckiego

większy (za jeńców wziętych pod Połonką miał on wziąć dwa miliony złotych - to już nie był interes, to był przemysł). Za

pieniędzmi gonią prości żołnierze i magnaci. Oprócz pieniędzy kocha jeszcze żołnierz gorzałkę i obcą modę - zarówno zachodnią

jak turecką. Ale o głębszym oddziaływaniu obcych wzorców mowy być nie może: Wazowie, magnateria, a wreszcie Szwedzi,

łupiący co się da, skompromitowali wpływy zachodnie, a wschodnie kompromitowały się same barbarzyńskim samodzierżawiem.

 

Gdy brak autorytetów i wzorców, gdy, mówiąc obrazowo, nie wiadomo "co jest grane" w sferze polityki państwowej, trudno o

poczucie odpowiedzialności za interes zbiorowy, który okazuje się już tylko sumą przeciwstawnych sobie interesów osobistych. A

bez takiej odpowiedzialności nie ma mowy o konsekwencji w życiu publicznym i polityce. Suma egoizmów nie tworzy zmysłu

państwowego. Funkcję skali wartości pełni nostalgia - nostalgia, która kazała widzieć Piasta w niewydarzonym Michale

Wiśniowieckim. Po ostrym kryzysie epoki "potopu" kultura szlachecka przeżyje jeszcze swoje babie lato sarmatyzmu, któremu

wiek XIX nada nutę romantyczną. Ale świat panów Pasków był raczej bezwzględny i cyniczny niż romantyczny. I nic dziwnego, że

właśnie ten okres przyniósł rozkwit pamiętnikarstwa - gdy wzorców brak, wzorem dla potomnych może być każdy, nawet bardzo z

siebie zadowolony Pasek, bo "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" , a , ostatecznie, "ryba psuje się od głowy".

 

 

Kryzysu przyczyny i skutki

 

 

Raptowne załamanie się polskiej państwowości w połowie XVII wieku nie było zjawiskiem bezprecedensowym. Wkrótce po śmierci

Iwana Groźnego do podobnego kryzysu - nie wykorzystanego należycie przez Polaków - dochodzi w Rosji. Również we Francji

magnateria sprzymierzała się z zagranicznymi wrogami Ludwika XIV. Niemcy przeżyły piekło wojny trzydziestoletniej. Jednak

kryzys Rzeczpospolitej miał swoisty charakter - wydawało się, że Polacy zgubili jakąś busolę moralną, że zawalił się system

wartości. Niewątpliwie, skandaliczna polityka Wazów odegrała wielką demoralizującą rolę. Królowie demoralizowali magnatów, a

ci, swoim przykładem, szlachtę. Wydaje się jednak, że w Rzeczpospolitej doszło także do zjawiska znanego również z innych

państw, rozpiętych pomiędzy bardzo zróżnicowanymi ośrodkami kulturowymi. Styki kultur są cywilizacyjnie płodne, ale

wytrzymałość jednostek i społeczeństw na napięcia pomiędzy różnymi kulturami jest ograniczona. Spójrzmy na Paska, ubogiego

szlachetkę mazowieckiego, nieustannie zmieniająego swe środowiska: od zachodniej, protestanckiej Danii po prawosławną Ruś i

islamski Wschód, napierający na Ukrainę. Od sfrancuziałego, ultrakatolickiego dworu szwedzkiego monarchy na polskim tronie,

po antykatolickich i protureckich gdańszczan, nominalnie obywateli Rzeczpospolitej. A wspomnieć też trzeba o Litwie, oglądającej

się to na Moskwę, to na Szwecję, to na Siedmiogród. Każda, najfantastyczniejsza nawet koalicja była możliwa i w jakiś sposób

uzasadniona. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie - tyle że brak było ścisłych reguł, wedle których układają się

kalejdoskopowe wzory. Znamienne, że te rozmaite wpływy i siły nie były w stanie narzucić jakiegoś powszechniejszego systemu

wartości czy wzorca - raczej kompromitowały się wzajemnie. Przed polską kulturą szlachecką stawał wybór: albo próba ucieczki

przed tym chaosem, próba "złapania oddechu" - czego konsekwencją było ścisłe związanie się z katolicyzmem ( jako siłą

tradycyjną, stosunkowo mało splamioną kolaboracją z innowierczymi wrogami Rzeczpospolitej) oraz zamknięcie się w kręgu

swojskości - albo perspektywa rychłego końca. Wybór pierwszej drogi prowadził zapewne do partykularyzmu, a może i

obskurantyzmu sarmackiego. Ale to z tej tradycji wzięły się konfederacja barska i kolejne polskie powstania - tak skądinąd odległe

od cynicznych kalkulacji ery "potopu".