Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Moralność pani Dulskiej




Moralność pani Dulskiej

 

• Zapolska Gabriela •

• 1906 •

 

 

Biedna pani Dulska

 

Mało jest postaci w naszej literaturze, które by tak bardzo jak pani Dulska zadomowiły się w myśleniu potocznym. Niewątpliwie

duża w tym zasługa Zapolskiej, która była mistrzynią w kreowaniu pełnokrwistych i sugestywnych charakterów. "Dulszczyzna"

jest do dziś pojęciem powszechnie używanym na określenie obłudy i "podwójnej moralności". Rzadko jednak zastanawiamy się

nad sensownością tego stereotypu; po prostu wiemy, że Dulska była "obłudna" - i już. W ten sposób łatwo rozprawiamy się ze

sposobem myślenia, który nikomu z nas nie jest obcy, ba - obcy być nie może. Pani Dulska staje się więc "kozłem ofiarnym",

choć w istocie jest raczej lustrem, w którym najwyraźniej odbijają się twarze jej najsurowszych krytyków. Jako krytyka

pojedynczej postaci jest sztuka Zapolskiej utworem dość banalnym, choć świetnie napisanym. Natomiast jako rzecz o pewnym,

nader powszechnym, sposobie rozumowania - daje do myślenia.

 

 

Jak się wali, to już na całego...

 

 

Rzecz dzieje się w galicyjskiej stolicy, Lwowie, w solidnej rodzinie mieszczańskiej. Pani Dulska ma na głowie: a) własną

kamienicę i jej lokatorów, b) męża-safandułę Felicjana Dulskiego, urzędnika który w domu bywa wyłącznie ciałem, ducha

pozostawiając w kawiarni, c) dwie córki: aż nazbyt rezolutną Hesię i słodko-naiwną Melę, d) syna Zbyszka, który pracując na byle

jakiej posadce (choć w cenionej instytucji: prokuratorii skarbu) "lampartuje się" po całych nocach, przesiadując w mniej lub

bardziej podejrzanych knajpach (sądząc z jego werbalnych sympatii socjalistycznych zagląda może do "Kryształowej", gdzie

gromadziło się lewicowe towarzystwo, z samym Leninem włącznie). Owego feralnego dnia już od rana spadały na panią Dulską

nieprzyjemności: musiała wymówić lokatorce, która próbowała samobójstwa, trując się zapałkami. A to z powodu męża, który

romansował z służącą. Pani Dulska jest zniesmaczona: sytuacja nie dość że trywialna, to ściągnęła na kamienicę Dulskich

dwuznaczną aurę skandalu. A skandali pani Dulska nie cierpi. Wkrótce zjawia się kuzynka Dulskich, Juliasiewiczowa, pani

"nowoczesna", z kpiną odnosząca się do mieszczańskich zasad Dulskiej. Sama jednak wszelkie zasady zdaje się traktować

dość lekko. Mela, nieświadoma meritum sprawy, zdradza jej podsłuchaną rozmowę Zbyszka i służącej Dulskich, Hanki. Z

rozmowy tej niedwuznacznie wynika, że Zbyszko zrobił Hance dziecko. Energiczne dochodzenie potwierdza te domysły. Hanka

chce odejść, ale Zbyszko, zdjęty ni to wyrzutami sumienia, ni to chęcią zrobienia matce na złość, postanawia się z Hanką...

ożenić. Dulska jest załamana. Prosi o pomoc Juliasiewiczową, która bez większego trudu, choć i bez skrupułów, doprowadza do

załatwienia sprawy: Zbyszko wycofuje się z planów małżeńskich, a z chrzestną Hanki, praczką Tadrachową, podjęte zostają

negocjacje na temat rekompensaty za utraconą "bezcenną" cześć dziewczyny. W końcu sama Hanka, tak niby urażona postawą

"państwa" i kupczeniem jej cnotą, rzuca kwotę tysiąca koron (na owe czasy pięć dobrych pensji urzędniczych). Dulska płaci,

Hanka odchodzi - i tak kończy się sztuka.

 

 

Moralność pani Dulskiej

 

 

W całej tej trywialnej historii uderza jeden wątek: otóż Dulska wiedziała o romansie syna. Co więcej, uważała ów romans za

"mniejsze zło", za lekarstwo na nocne włóczęgi syna. Tak przynajmniej siedział w domu i nie marnował zdrowia. Wszystko byłoby

dobrze, gdyby nie pech z ciążą. Mamy tu owo słynne zakłamanie Dulskiej, jej podwójną moralność itd. A inni ? Felicjan wybrał

drogę najwygodniejszą: nic go nie obchodzi, a przepychanie się łokciami przez życie zostawia żonie. Zbyszko, kabotyńsko

narzekający na kołtuństwo rodziny i własne, chętnie przecież korzysta z matczynej opieki, nawet za daleko idącej, którą tak

gardzi. A te chłopskie płacze nad utraconym skarbem dziewczyńskiej cnoty, ponoć nie mającym ceny... o ile nie jest to cena

dostatecznie wysoka. Całe towarzystwo jest więc warte siebie, a największą słabością Dulskiej zdaje się być to, że o swych

poglądach mówi z największą otwartością.

 

 

Dulscy to my

 

 

Zapolska nie pokazuje w istocie jakiegość wyjątkowego monstrum. Okazuje się, że "podwójna moralność" cechuje wszystkich

niemal bohaterów sztuki; wolna od niej jest Mela, ale, co znamienne, ta egzaltowana dziewczyna, marząca o klasztorze, lokuje

się jakby na marginesie realnego życia. Sfera praktyczności okazuje się nieuchronnie strefą "dulszczyzny". Ale czy często tu

przywoływana "podwójna moralność" nie jest złudzeniem? Skala wartości może być niezmienna, ale w różnych sferach -

prywatnej i publicznej - objawiać się odmiennymi zachowaniami. Banalne jest stwierdzenie, że co innego wypada we własnej

kuchni, a co innego, na przykład, na oficjalnym bankiecie. Opozycja pomiędzy sferami życia prywatnego i publicznego jest jednym

z trwałych czynników kształtujących cywilizację. I można to nazywać obłudą, zakłamaniem, podwójną moralnością - ale tak już

jest. Dla Dulskiej najcenniejszą wartością jest dobro rodziny - co zakłada jej obronę przed czynnikami zewnętrznymi. W sferze

publicznej jest rygorystką, obawiającą się skandali i każdego zaburzenia równowagi, w jakiej znajduje się jej rodzina. W kręgu

prywatności zachowuje się odwrotnie, okazując swym dzieciom aż nazbyt wiele wyrozumiałości. Ale motywacja biologiczna

zawsze będzie się w jakimś stopniu rozmijać z tym, co o moralności mówi nam kultura.

 

 

 

Pewnie, trudno panią Dulską stawiać na piedestał - ale kamieniem niech w nią rzuca tylko ten, co sam jest bez winy...