Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Moje pierwsze boje




Moje pierwsze boje

 

• Piłsudski Józef •

• 1926 •

 

Trzeba się raz jeszcze zgodzić z Komendantem: raczej sieroty. Fantazyjne czaka ułanów Beliny nie mogły przesłonić

przestarzałego, zwłaszcza na początku walk legionowych, uzbrojenia, a niebywały entuzjazm, towarzyszący Kompanii Kadrowej

wyruszającej z krakowskich Oleandrów ulotnił się momentalnie, gdy strzelcy przekroczyli granicę zaboru rosyjskiego. ”Kraków –

wspominał te dni Ignacy Daszyński – trząsł się w radosnej febrze. Przypominały się słowa Mickiewicza o wiośnie roku 1812... ”

A za kordonem – zatrzaskiwane okiennice, wrogość, kłopoty z aprowizacją. Początkowo strzelcy mieli wyruszyć na Zagłębie,

lepiej ponoć przygotowane propagandowo. Ale ostatecznie pomaszerowali na Kielce. Te dni wspomina Piłsudski sielankowo:

„wolny jak ptak(...) stwarzał mnóstwo faktów dokonanych, czynionych na własną polską rękę ( a okoliczności pierwszych dni

wojny sprzyjały temu nadzwyczajnie)”.

 

 

Front z każdej strony

 

 

6 sierpnia, kilkanaście godzin po wymarszu „kadrówki”, Piłsudski ogłosił wybuch powstania w Warszawie. Była to mistyfikacja, a

odezwę „rządu warszawskiego” wydrukowano oczywiście w Krakowie. Blef co się zowie! Piłsudski sądził jednak, że wejście

strzelców do zaboru rosyjskiego wywoła masowe powstanie, a Rosjanom nie będzie się opłacało bronić ziem na lewym brzegu

Wisły. Parę dni – i rząd stanie się faktem. Ale cesarskie i królewskie dowództwo nie było ślepe na kompromitację idei

powstańczej i zadziałało, jak zawsze, „sprężyście”. 12 sierpnia – w owych „szczęśliwych dniach kieleckich” – dostał Piłsudski

ultimatum: albo rozwiąże swoją jednostkę strzelecką, albo włączy ją do austriackiego Landsturmu. Sytuacja była straszna: tyle lat

walki, przygotowań – i odrzucenie; nie przez Austriaków, ale swoich, „co trzygroszowe geszefciki osłaniają hasłem pracy

organicznej”. Walka na froncie politycznym staje się teraz ważniejsza od potyczek z Kozakami.

 

Tragizm sytuacji widzą też politycy galicyjscy. 10 VIII prezydent Krakowa, prezes koła polskiego w parlamencie austriackim,

Juliusz Leo wyrusza do Wiednia. Trzy dni później przywozi decyzję o organizacji Legionów Polskich i ich politycznej nadbudowy.

16 sierpnia powstaje Naczelny Komitet Narodowy, w opinii Piłsudskiego ciepłe gniazdko dla dekowników z Władysławem

Sikorskim jako szefem Departamentu Wojskowego. Piłsudski zostaje dowódcą 1 pułku Legionów (a więc stawał się jednak na

dobrą sprawę austriackim landszturmistą, czego nie mógł przeboleć). Ale ów zalążek Wojska Polskiego przetrwał, a Piłsudski

nadal prowadził swą walkę na kilku frontach jednocześnie: z NKN, z niechęcią własnych ziomków, z wrogością austriackiej

administracji wojskowej (szczególnie „życzliwie” wspominał tamtejszych Czechów) – no i oczywiście z armią carską.

 

 

Pokerowe zagrania

 

 

Moje pierwsze boje składają się z trzech epizodów. Opowiadają o sytuacjach, kiedy Piłsudski – ów „podejrzliwy Litwin”, jak sam o

sobie pisał – decydował się na iście pokerowe zagrania, ryzykując całym swym nieledwie oddziałem, a i własną skórą – jako

dowódca i człowiek. Wszystkie te sytuacje datują się z okresu „pułkowego”, bo I Brygada powstała dopiero pod koniec grudnia

1914. Z punktu widzenia strategii ogromnej wojny epizody te miały niewielkie znaczenie – ale dla dziejów Polski owe nadzwyczaj

ryzykowne manewry Piłsudskiego okazały się brzemienne w skutki.

 

Epizod Nowy Korczyn–Opatowiec to relacja z opuszczenia Kielc – nabierających tu rysów kolejnego polskiego Piemontu ( po

części może z racji sentymentu autora do Żeromskiego) – i walk obronnych na linii Wisły w pobliżu ujść Nidy i Dunajca.

Uporczywa niechęć do opuszczenia „rosyjskiego” brzegu, wobec braku wsparcia artyleryjskiego, promów i wbrew rozkazom

sprawia, że dochodzi do kilku potyczek, m.in. pod Winiarami, które kiedyś odwiedził ponoć Kościuszko (sytuacja jak w pieśni z

1831 r.: „Patrz, Kościuszko, na nas z nieba”). Niestety, duch Naczelnika umiarkowanie sprzyja Komendantowi. Cudem znajdują

się pontony i zabierają legionistów na galicyjski brzeg. Piłsudski odpływa ostatni.

 

Ulina Mała to opowieść w sienkiewiczowskim stylu. Na początku listopada 1914 wojska austriackie i niemieckie ostro prą na...

zachód. Piłsudski zdaje sobie sprawę, że to już nie o obronę Krakowa chodzi, ale Pragi czy Wrocławia. Sądząc, że pomiędzy

nacierającymi Rosjanami i wycofującymi się sojusznikami istnieje wolny korytarz, postanawia samowolnie przeprowadzić około

dwutysięczny oddział do Krakowa, a gdy i on padnie – na Podhale, bo „gdy już hekatomba ma być złożona, to będzie ona tam w

górach bardziej historyczną, ba, będzie bardziej sceniczną”. Czy to sprzeczność ze słynnym pragmatyzmem Piłsudskiego?

Pozornie tylko, pozornie...

 

Błądząc po wertepach i lawirując między Rosjanami, docierają legioniści do Krakowa 11 listopada. Łamiąc rozkazy i to w

wyjątkowo brawurowy sposób.

 

Wreszcie Limanowa–Marcinkowice (23XI–13XII). Kiedy Piłsudski znalazł się już w górach, trwały tam przygotowania do wielkiej

bitwy pod Limanową. Zająwszy pozycje nad Nowym Sączem i otrzymawszy wreszcie wsparcie ogniowe węgierskich honwedów,

postanowił nocą zbombardować coś, co „na słuch” wydało mu się rosyjskimi podwodami ewakuującymi magazyny nowosądeckie.

Tymczasem była to ciężka artyleria rosyjska. Do łatwej „zabawy z taborami” posłał nazajutrz ułanów. Odpowiedź Rosjan była

natychmiastowa. Ale i z tej sytuacji –zdawałoby się katastrofalnej – Piłsudski wychodzi z ledwie pięcioprocentowymi stratami i

niebawem może wkroczyć triumfalnie do Nowego Sącza.

 

 

Polityka jako kontynuacja wojny

 

 

Jak wiadomo Clausewitz przedstawiał rzecz odwrotnie. Ale w przypadku bojów legionowych sprawy miały się właśnie tak.

Piłsudski nie ukrywał słabości swojego wojska, któremu prócz dzielności i charakteru brakowło wszystkiego. Nie ukrywał też

swoich błędów ani rozterek, co przydaje książce ciepłego, ludzkiego klimatu. Piłsudski odsłania też swoje uczucia, pozwala sobie

na „literackość” stylu, nawet na humor, o który w ówczesnej sytuacji nie było łatwo. I rzadko też myśli o zwycięstwie – co

najwyżej obiecując Kasztance, że wwiezie go do Wilna. Ciągle natomiast powraca obraz hekatomby, na którą Legiony były – na

zdrowy rozum – skazane. Najczęściej myśli o scenerii górskiej, ale i w Krakowie "nieszczęśliwy koniec naszej próby stworzenia

żołnierza polskiego będzie miał odpowiedni scenariusz liryczny”. Zarówno zwycięstwa, jak i niedoszła hekatomba legionistów nie

miały militarnego znaczenia na polach wojny, gdzie walczyły milionowe armie. Ale polityczne ich znaczenie okazało się ogromne.

A więc jednak: „Śmiałość daje swoje efekty wszędzie, a szczególnie na wojnie”.

 

Notując swoje wspomnienia w twierdzy magdeburskiej Piłsudski wiedział już, że wygrał. Ale nie wiedział jeszcze, jak bardzo. Sam

twierdził, że pisał Pierwsze boje z tęsknoty za aktywnym życiem wojskowymi i ojczystym krajobrazem. Książka ta – literacko

najlepsza w dorobku Piłsudskiego – miała niewątpliwie także cel polityczny. Budowała legionową legendę, ale i przypominała

Polakom o faktach, o których chętnie później zapominali, o gorzkich doświadczeniach, z których wzięła się ta kłopotliwa zwrotka

Marsza I Brygady:

 

   „Nie chcemy już od was uznania

 

   Ni waszych słów, ni waszych łez

 

   Skończyły się dni kołatania

 

   do waszych serc – jebał was pies.”

 

 

Wawel i królewskie pieczątki Kraków to jakość i tradycja. cęgi do paznokci