Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Kompleks polski




Kompleks polski

 

• Konwicki Tadeusz •

• 1977 •

 

W pisarstwie Tadeusza Konwickiego Polska posiada dwa, wyraźnie kontrastujące ze sobą, oblicza. Ta dawna, bezpowrotnie

miniona, żyje w narodowej pamięci i wydaje się nieprawdopodobnie bliska. Ta współczesna, dziwna i niestabilna, wydaje się

odległa. Polska dawna dostarcza narodowej symboliki, Polska współczesna pochłonięta jest zwalczaniem psychicznego bezwładu

swych obywateli. Mówiąc inaczej: niemocy współczesnego społeczeństwa Konwicki przeciwstawia bohaterskie, choć daremne,

epizody przeszłości („To znane nam zawsze pytanie: – Czy warto było?”).

Wątek fabularny Kompleksu polskiego obejmuje szczątkową akcję rozgrywającą się przed sklepem i w sklepie „Jubilera”. W

kolejce dostrzegamy przekrój społeczeństwa polskiego z czasów PRL. Ludzie spędzają wigilię Bożego Narodzenia w oczekiwaniu

na dostawę złota. Prym w kolejce wiodą: pisarz polski Tadeusz Konwicki (Konwa), który jest narratorem (a którego można

identyfikować z autorem w pewnym tylko zakresie), Tadeusz Kojran (miał bezpośrednio po wojnie wykonać na pisarzu wyrok

wydany przez podziemie), pan Duszek (były pracownik UB, który ongiś Kojrana rozpracowywał, a obecnie usiłuje się z nim

zaprzyjaźnić), sprawiający wrażenie konfidenta pan Grzesio, a także mniej lub bardziej interesujące kobiety (z najmłodszą i

najładniejszą narrator przeżywa intensywny romans na zapleczu sklepu). Życie kolejkowe stanowi swoistą próbkę polskiej

codzienności. Zawiązują się przyjaźnie, ujawniają konflikty, wspomnienia przeplatają się z aktualnościami. Powstaje swoisty

konglomerat polskich spraw. Dominuje już nie oczekiwanie na złoto (zamiast którego przywieziono w końcu rosyjskie samowary),

ale coraz powszechniejsze oczekiwanie na cud: „Ojczyzna będzie sprawiedliwa, szlachetna, rozumna. Będzie przykładem dla

całej Europy. Polska wyśniona, wymodlona, wycierpiana”. Spoiwem rozmów kolejkowiczów są sentencje pana Duszka,

wygłaszane stosownie do zmieniających się okoliczności. Pełno w nich sprzeczności i banału, ustępujących z wolna miejsca

ożywczej ironii. Tylko autoironia stwarza szansę przezwyciężenia polskiej nierzeczywistości: „Polak, jak wpadnie w szał, to biada

ślepej, głuchej, sprzedajnej Europie”.

 

Wątek sylwiczny Kompleksu polskiego poświęcony jest zasadniczo roli literatury jako depozytariuszki polskich kompleksów.

Najważniejszy z nich – to problem polskiej odrębności i związana z nim kwestia wyboru dziedzictwa oraz porządkowania spraw

teraźniejszych. Literatura niezmiennie jawi się jako obszar narodowych serwitutów, istotnych zarówno dla pisarza („Piszę, bo jakiś

dziwny obowiązek popycha mnie do tego papieru”), jak i dla czytelnika („Pisz, kurwa, dla pokrzepienia serc”). Polskość w prozie

Tadeusza Konwickiego jest bolesna i ironiczna, symboliczna i groteskowa, sentymentalna i katastroficzna, nade wszystko jednak

konkretna.

 

 

„Któregoś dnia przeczytałem pierwszą recenzję, co mnie nazwała literatem polskim, zatopionym w polskości, ograniczonym przez

polski zaścianek. Roześmiałem się szczerze i serdecznie nad tym oczywistym nieporozumieniem. Później przestałem się śmiać.

Owa polskość jawiła się już we wszystkich krytykach. Owa polskość zaczęła się obracać przeciwko nieszczęsnemu autorowi.

Przez tę polskość nie chcianą stawałem się już niezrozumiały, monotonny, irytujący... Jak to się stało, że jestem autorem

polskich książek, złych czy dobrych, ale polskich? Dlaczego przyjąłem rolę, której przed wiekami się wyrzekłem? Kto mnie,

Europejczyka, nie, obywatela świata, kto mnie, esperantystę, kosmopolitę, agenta obcego mocarstwa Uniwersalności Losów, kto

mnie przemienił, jak w złej bajce, w zacietrzewionego, ciemnego, wściekłego Polaczka?” (T. Konwicki).