Imperium
• Kapuściński Ryszard •
• 1993 •
O średniowieczu, które przeżyło swą epokę.
“Zbłądzili ludzie rzymscy i cały Zachód (...) my zaś, prawowierni, to kurewskie mędrkowanie kościoła Rzymskiego i bękartów jego,
Polaków i unitów kijowskich (...) po trzykroć okładamy anatemą” (Awwakum).
No tak, lufy “kałaszy” pojawiające się w drzwiach wagonu jeszcze przed twarzą pogranicznika, badawcze spojrzenia celników,
fascynująca na swój sposób “zona” – pas zaoranej, przeszytej drutem kolczastym ziemi, oddzielającej Imperium od świata
zewnętrznego (chociaż – “Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”.)... Rosja stała się dla świata problemem w XVI wieku, chociaż
już od swego zarania, w czasach Rusi Kijowskiej, popisuje się swą megalomanią: ledwo przyjąwszy z Bizancjum chrzest, już ma
się za coś lepszego: nawet jej język ma być lepszy od greki, stworzonej przez pogan. Zmiana wiary ma bardzo przejrzystą
symbolikę: posąg Peruna zostaje zrzucony z wysokiego brzegu Dniepru na Padół, gdzie dotąd znajdowała się chrześcijńska
cerkiew św. Eliasza, a nowa cerkiew powstaje na miejscu sanktuarium Peruna. Tysiąc lat później Stalin – o czym pisze
Kapuściński – postanawia zburzyć moskiewską monumentalną cerkiew Chrystusa Zbawiciela i postawić na jej miejscu Pałac
Sowietów, który swoim ogromem zaćmiłby amerykańskie drapacze chmur. Na szczycie 150-piętrowej budowli miał stanąć posąg
Lenina. Wskazujący palec Wodza miał mieć 6 metrów. Ale cóż w tym nowego: już Piotra I nazywano chrystusem, czyli
pomazańcem, a przecież w mowie wielka litera nie różni się od małej. Stalin przeminął, a pragmatyczny Chruszczow nakazał
zbudować w miejscu świątyni basen pływacki. Ale czasy znów się odmieniły: biedna, a teraz już demokratyczna, Rosja na rozkaz
Jelcyna jeszcze raz się wykosztowała, odbudowując cerkiew Chrystusa Zbawiciela, choć miliony Rosjan nie otrzymują zaległych
pensji i emerytur.
Rosyjscy semiotycy Jurij Łotman i Boris Uspienskij tłumaczą to tak: głęboka struktura kultury rosyjskiej nie zmienia się: po prostu
dawny model myślenia i zachowania “przewraca się na lewą stronę”, nadając dotychczasowym symbolom odwrotną wartość:
porządek pozostaje, ale co było kiedyś dobre, jest teraz złe – i na odwrót. Stąd na miejscu dawnych pogańskich chramów
budowało się cerkwie, potem komitety partii, a teraz znów cerkwie. A każde miejsce ma swoje znaczenie.
Rosji wielkość...
W książce Kapuścińskiego mieszają się różne teksty i wspomnienia: od rodzinnego Pińska, zajętego przez bolszewików w 1939
(głód, strach, wywózki) po teksty już z okresu poradzieckiego. Są też reportaże z lat 60., jakby wyjęte z propagandowego pisma
“Putieszestwie w SSSR” i obrazujące szczęśliwe życie skolonizowanych narodów Imperium, które otrzymują błogosławieństwa w
rodzaju kanału karakumskiego (jak wiemy, za tym pomysłem miało iść zawracanie na południe wielkich rzek syberyjskich). Ani
słowa o ekologicznych skutkach tych eksperymentów, ani słowa o ludzkich kosztach megalomańskich zamierzeń – o niewolniczej
pracy więźniów GUŁAGu, o masowych przesiedleniach. Ale przypomnienie tych tekstów trzeba poczytać autorowi za zasługę –
tak się wówczas nie tyle może pisało, co publikowało: oto świadectwo zniewolenia, nie zawsze wywołanego zresztą
propagadowym zamiarem, ale często i blokadą informacyjną, bo oficjalne podróżowanie po ówczesnym Związku Radzieckiem nie
miało doprawdy nic wspólnego z improwizacją. Zresztą nawet sceptyczny podóżnik, nie będący w przeciwieństwie do
Kapuścińskiego członkiem partii, miał wówczas przed sobą orzech trudny do zgryzienia: było to oczywiście państwo policyjne i, w
zasadzie, biedne. Z drugiej strony uczestniczenie w systemie władzy dawało niemałe przywileje materialne (co prawda
Kapuściński wykpiwa te przywileje, ograniczające się, jego zdaniem, do pęta kiełbasy i lepszego mieszkania – co w wątpliwym
świetle stawia jego spostrzegawczość), a wielkie grupy ludności miały faktyczny dostęp do – ocenzurowanej mocno, ale zawsze –
kultury. Zadziwiała też często wiedza i kultura osobista radzieckich inteligentów. Ten aspekt nie był oczywiście nowy:
dziewiętnastowieczna Rosja również była krajem barbarzyńskiego samodzierżawia, a przecież: Puszkin, Dostojewski, Czechow,
Tołstoj... Przy czym nie chodziło tu tylko o elity, bo na przykład dostęp do zachodnich nagrań płytowych, a także książek, był w
latach osiemdziesiątych znacznie większy w Moskwie niż w Warszawie. Pewno, że stolica to w Rosji coś wyjątkowego: już Piotr I
zakazał, by nie robić konkurencji wznoszonemu właśnie Petersburgowi, budowania w innym miastach domów z kamienia. Ale te
dobra zza “ żelaznej kurtyny” były za czasów Gorbaczowa dostępne i na prowincji – tylko czy Gorbaczow był rzeczywiście
rosyjskim władcą? Kapuściński odpowiada na to pytanie przecząco.
i nikczemność...
Znaczna część nowszych tekstów wchodzących w skład Imperium, powstałych od 1989, to sprawozdania ze swoistej pielgrzymki
śladami komunistycznego ludobójstwa, pielgrzymki wiodącej do Workuty i Magadanu nad Kołymą. Niewątpliwie wiele tu
szczegółów nasuwających na myśl opisy hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Jest jednak zasadnicza różnica: hitlerowcy
więzili swoich przeciwników, a komuniści od końca wojny domowej nie mieli na dobrą sprawę wewnętrznych przeciwników.
Komuniści wsadzali do obozów komunistów, staliniści – stalinistów. Oczywiście, większość więźniów stanowili ludzie obojętni,
zastraszeni, zawsze ci sami poddani Imperium. Zbrodniczość inspiratorów tych zbrodni nie budzi wątpliwości. Ale pozostaje
kłopotliwe pytanie o rzesze wykonawców: jakim to bowiem sposobem garstka zbrodniarzy mogłaby zaprowadzić takie rządy
terroru i zbrodni? A może nie była to wcale garstka? Może zadziałał tu – opisywany przez Kapuścińskiego w warunkach
rosyjskich, ale przecież znany i z polskiej armii - mechanizm “fali”, kiedy to ofiary same stają się oprawcami? Wspomnieni już
uczeni Łotman i Uspieński wskazują na “dwuwiarę”, będącą ich zdaniem charakterystyczną cechą rosyjskiej mentalności: otóż w
Rosji zawsze istniała zasadnicza różnica pomiędzy światem idealnym, Boskim światem sacrum, i grzesznym światem realnym,
skażonym nieodwołalnie wpływem Szatana. Tak było w rosyjskim średniowieczu, a Czesław Miłosz, na podstawie własnych
obserwacji mówi o charakterystycznym dla cywilizacji rosyjskiej przecięciu związku pomiędzy intencją a czynem: “Ot, los” - mówi
Rosjanin, popełniając zbrodnię, która, choć niechciana, mieści się w porządku złego z natury świata doczesnego. Porównując
łagrowe wspomnienia austriackiego komunisty i rosyjskiego antykomunisty zauważa Kapuściński, że ten pierwszy traktował
koszmar łagru jako szaleństwo, a drugi – jako rzecz naturalną, właściwą ziemskiemu, niedoskonałemu porządkowi rzeczy. Jurij
Andropow, stary oficer KGB, a kto wie, czy nie inspirator zamachu na Jana Pawła II, był poetą i to wcale nie socrealistycznym.
Jakże to typowa biografia rosyjska: wiadomo, że w świecie idealnym, świecie sztuki czy ideologicznych mrzonek wypada być
szlachetnym i czułym, a w świecie realnym, potocznym, wręcz nie wypada być dobrym, bo czyż wypada być człowiekiem Bożym
w królestwie Szatana?
Dwuwiara, dwumowa, dwużycie
Ta dwoistość prześladuje Kapuścińskiego podróżującego przez Imperium. Nieustannie spotyka się z dobrymi, rozumnymi ludźmi,
którzy jednak jakimś cudem tworzyli tkankę agresywnego Imperium. Tworzyli? Tworzą nadal, bo za wszystkie swe nieszczęścia
winią jakiś żydowsko-polsko-łotewsko-turecki spisek (oczywiście w to określenie można wpisać dowolną nację – nie zapominajmy
o Chińczykach i Czukczach!). Przypomina się Conradowskie W oczach Zachodu. Tak, jesteśmy łajdakami, ale to z winy Zachodu,
Wschodu, Północy i Południa. Jak w teatralnym przedstawieniu z Irkucka, opisywanym przez Kapuścińskiego, cały świat ma się
pokajać przed świętą Rusią. Pokajać – to znaczy utrzymywać państwo, o którego naturalnych bogactwach taka Japonia czy
Niemcy mogą tylko pomarzyć. Doprawdy, jeśli chodzi o megalomanię, to Rosjanie mogą się mierzyć tylko z Chińczykami – tyle
że ci ostatni rzeczywiście należą do twórców cywilizacji światowej – pomimo masakry na Tienanmen.
Rosja, czyli o wątpliwych urokach średniowiecza w XX wieku
Średniowiecze europejskie miało problemy z pojęciem prywatności – było kolektywistyczne i przesycone symbolizmem. Trudno
nie czuć sympatii do średniowiecza, obcując z jego sztuką. Inaczej, jeśli spojrzymy na żywy relikt średniowiecza -
kolektywistyczną i totalnie symboliczną kulturę rosyjską.
P. Tołstoj ze zdumieniem przyglądał się Wenecji: “ Ani się nawzajem nie podejrzewają i nikt nikogo się nie boi: każdy robi ze swej
woli co chce”. Istotnie dziwne – bo w Rosji nie ma rzeczy obojętnych: albo coś jest dobre, albo złe, a przynajmniej podejrzane.
Nawet określenie normalno nie jest wcale obojętne. I zawsze też znajdzie się ktoś, kto czujnym spojrzeniem oceni zachowanie
bliźniego i wyciągnie z niego wnioski. W Rosji nie ma rzeczy bez znaczenia. Kapuściński ciągle potyka się o symbolikę
rosyjskiego życia – kult munduru, kult stolicy, złożony system dworskiego ceremoniału. Ciekawi go ta feudalna struktura, nie
mająca często – jak w republikach środkowoazjatyckich – nic wspólnego z komunistyczną ideologią. Widzi w niej zalążek
zmiany, ale i trwałości, bo nomenklatura jest trwalsza od zmiennych systemów politycznych. Zawsze w niej naczelną rolę
odgrywać będzie opozycja swój–obcy, zawsze zwyciężać będzie interes rodziny, klanu. Interes, który dziś nazywamy mafijnym.
Dekolonizacja
Kapuściński powraca do Imperium w 1989 roku, kiedy wiadomo już, że ta kolonialna struktura się załamuje. Przygląda się owemu
procesowi tak, jak wcześniej przyglądał się dekolonizacji Afryki. Chce być tam, gdzie najgoręcej: w przebraniu pilota dostaje się
do Stepanakertu w Górskim Karabachu, ormiańskiej enklawie obleganej przez Azerów. Tylko po co? Poza paru pocztówkowymi
ujęciami – oraz realnym zagrożeniem współpracujących z nim Ormian - nic z tego nie wynika. Kapuściński z ironią mówi o
amerykańskich sowietologach, którzy nie przewidzieli rozpadu ZSRR. Sam jednak wydaje się nieświadomy tego, co w Imperium
działo się w latach osiemdziesiątych: jawnej niechęci do Rosjan w republikach pozarosyjskich, ich ewidentnej dyskryminacji na
Zakaukaziu i Uzbekistanie, antyrosyjskich rozruchów w Ałma Acie. I żalu Rosjan: tyle nam zawdzięczacie, a teraz....
Problem polega na tym, że nikt ich o tę “pomoc” nie prosił, co zresztą – nie zapominajmy o faktach – nie oznacza wcale, że Rosja
nie inwestowała w swe kolonie. Pomiędzy dekadencją Imperium, a odrodzeniem – czy narodzinami – nowych struktur
państwowych następuje “okres przejściowy” – pełen chaosu i biedy, który Kapuściński oblicza na dziesięć-dwadzieścia lat. Pisząc
o tym dekolonizacyjnym procesie wciąż odwołuje się do wspomnień z Afryki i Środkowego Wschodu. Porównania te nie nastrajają
optymistycznie, choć co do samej Rosji jest Kapuściński lepszej myśli – sądzi że jej ogromny potencjał ludzki i surowcowy
pozwoli na odrodzenie i samowystarczalność, podobnie jak to się stało z Indiami, Chinami, Brazylią i Indonezją.
Raczej wizerunek niż wykład
“O Rosji tym łatwiej jest mówić, im bardziej nazwie tej nadaje się sens abstrakcyjny” – stwierdza Kapuściński. Trudno nie
przyznać mu racji, bo głęboko symboliczna kultura rosyjska prowokuje do odkrywania w niej jakichś zasadnicznych, głębokich
struktur. Tyle, że próby takie wymagają głębokiej znajomości tematu – inaczej przekształcają się w banał, którego niestety w
Imperium nie brakuje. Mówi się o właściwej Rosjanom potrzebie cierpienia, o dokonanej głównie przez telewizję desakralizacji
władzy, co wraz z przerwaniem blokady informacyjnej miało zachwiać feudalnym modelem rządzenia. Na pewno coś w tym jest,
ale nie należy raczej traktować książki Kapuścińskiego jako rozprawy z dziedziny teorii kultury. Jest to przede wszystkim zbiór
reportaży, a niektóre zarysowane przez autora obrazy – jak choćby znakomita relacja z przekraczania granicy chińsko-radzieckiej
– więcej przekazują wiedzy o specyfice ZSRR niż teoretyczne wnioski, które Kapuściński stara się wyprowadzić. Imperium
niewiele wyjaśnia, ale z pewnością daje wiele do myślenia.
Adam Mickiewicz "Dziady część III"
Mit grecki - pojęcie i podział
Biblia
Literatura parenetyczna; ideał rycerza i władcy, ascety - świętego, oraz kochanka
Quo Vadis
Adam Mickiewicz „Dziady” cz. II, IV, I
Topos śmierci w kulturze i sztuce średniowiecza
"Treny" J. Kochanowskiego
Henryk Sienkiewicz „Potop”
„Pan Tadeusz” czyli Ostatni zajazd na Litwie...
Molier "Świętoszek" - charakterystyka Tartuffe'a
Filozofia starożytnej Grecji i Rzymu
Barok - charakterystyka epoki.
Barok - literackie i ideowe wyznanie epoki
Filozofowie greccy.
Wybrane mity greckie, ich sens oraz ponadczasowy charakter
Wizja Boga, świata i człowieka...
"Świętoszek” Molier’a – charakterystyka postaci
Stanisław Wyspiański “Wesele”
Porównaj dwie wybrane relacje literackie z życia w obozach