Wyszukiwarka:
Artykuły > Utwory, dzieła >

Gdziekolwiek ziemia...




Gdziekolwiek ziemia...

 

• Borowski Tadeusz •

• 1942 •

 

   Zostanie po nas złom żelazny

   i głuchy, drwiący śmiech pokoleń.

 

   (Pieśń)

 

Najbardziej znany dwuwiersz Borowskiego jest jednocześnie najbardziej pesymistycznym wyznaniem poety z czasów wojny i

okupacji. Inni katastrofiścii tego czasu mieli nadzieję chociaż na przyzwoity grób w przyszłości. Borowski przewiduje, że walka

jego pokolenia spotka się tylko z drwiącym śmiechem potomnych. Skąd wypływało aż tyle goryczy?

 

Warto pamiętać, że ojciec Tadeusza pracował jako księgowy w spółdzielni pszczelarskiej na Ukrainie. Aresztowany w 1926 roku,

oskarżony o działalność dywersyjną przeciw ZSRR trafił do łagru. Cała rodzina przyjechała do Warszawy dzięki polsko-sowieckiej

wymianie jeńców wojennych w roku 1932.

 

Doświadczenie to miało zapewne wpływ na kształt katastroficznych wizji ukazanych w pierwszym, zarazem najważniejszym tomie

wierszy poety Gdziekolwiek ziemia (1942). Nawiązanie do Apokalipsy św. Jana nie przyniosło żadnej nadziei, katastrofa bowiem

będzie wszechobejmująca, obejmie ziemię i niebo: „ugnie się ziemia, gdy ciężar wszechświata zwali się na nią” (Struny)

 

Dwa wiersze sąsiadujące ze sobą zdają się znakomicie dopełniać. Czasy pogardy stały się jednym z najczęściej przywoływanych

określeń okupacji. Przedstawiały one wizję zdziczenia człowieczeństwa w ogóle. Podzielone brutalnie na władców i niewolników,

utraci ono swoją wewnętrzną siłę, utrzymującą je na poziomie choć trochę wyższym niż zwierzęcy. Zdziczali władcy, podobnie jak

umierający zniewoleni, „wołają o pieśń”, nie zdając sobie nawet sprawy, jak to może być ważne. Najogólniej rozumiany symbol

kultury duchowej w sytuacji totalnej katastrofy, spowodowanej przecież przez człowieka, staje się nieosiągalny — „milczy poety

pieśń w gniewnie ściśniętych ustach”. Gdy zło sięgnie wystarczająco głęboko, nie można oczekiwać żadnego ocalenia. Po

czasach największej grozy nie pozostanie nic: "Wnuk nasz z kobiety zrodzony, zwycięzcy i niewolnika imion zapomni na

zawsze”.

 

Podobne motywy pojawiają się w słynnej Pieśni. Ukazuje w niej poeta trzy grupy ludzi: zwycięzców, niewolników i "głodny tłum

cyrkowych zabaw”. Jakkolwiek poeta trzykrotnie powtarza, iż „niepróżno” pokolenie walczy, ostateczny wniosek jest najbardziej

przygnębiający. Po bojownikach pozostanie złom i drwina przyszłych pokoleń.

 

Przeciwko tym sformułowaniom protestowali poeci i czytelnicy, już w czasie okupacji wyrażając pewność, że choćby nawet

niemal wszystko zostało przegrane, żarliwa walka o dobro, wolność i sprawiedliwość, o godność człowieka będzie wiecznie

ceniona i dlatego późniejsze pokolenia uszanują poświęcenie bojowników. Borowski był jednak przekonany, że więź łącząca kata

z ofiarą jest na tyle silna, że odczłowiecza również ofiarę. W ten sposób odpowiedzialność za zło spoczywa na obydwu

walczących stronach. Szczególnie silnie ten motyw pojawił się w opowiadaniach obozowych. Spośród wierszy warto zwrócić

uwagę na Kolędę zła, w której Chrystus staje się żołnerzem, „pójdzie zabijać i burzyć”, przeżyje czas niewoli i pogardy, a co

najważniejsze, zdeprawowany świat nie będzie chciał wysłuchać jego przesłania:

 

   Ale Syna wyprą się chorzy

 

   i w ciemnicę go wtrącą doktorzy

 

   i Twój Syn tak jak zbrodniarz zginie.

 

Pewne pokrzepienie odnalazł poeta w „dziwnej” miłości, w poetyckich listach do narzeczonej. Samo istnienie i wołanie Marii

pozwala istnieć w świecie innym, choć bardzo krucha to nadzieja.

 

Borowski ze zniecierpliwieniem patrzył na reakcje otoczenia, które jakby w ogóle nie zrozumiało, co się stało, jak głęboko sięgnęło

zło. Powrót do dawnych idei wydawał mu się po prostu głupotą. Skutki narodowej tromtadracji, co poeta określił jako

„onanizowanie się Ojczyzną” (Onanizują się Ojczyzną...) doprowadzą do tego, że mniemając, iż zrywamy kajdany, „zedrzemy z

rąk cztery krwawe pasy wolności” (Pasy wolności). Nie pomogły ani Modlitwa o zapomnienie, ani Modlitwa o wiarę. Krótko

wspomniane marzenie o zupełnie nowym człowieku przytłoczone zostało przez obraz rozkładającego się świata. Czasom pogardy

nie widać było końca. Kultura zachodu wydawała się Borowskiemu grą pozorów i ucieczki od problemów elementarnych. Być

może dlatego, wbrew tym, co wyemigrowali, zdecydował się wrócić do Polski.

 

   Tobie Ojczyzną — Tryumfalny Łuk,

 

   defiladowa muzyczka zwycięska,

 

   a mnie Ojczyzną — parszywy grób

 

   w lasku pod Smoleńskiem!

 

   Tobie ojczyzną — spokojny kąt

 

   i kark, który posłusznie się gnie,

 

   a mnie Ojczyzną — spalony dom

 

   i rejestracja w NKWD.

 

   (Dwie Ojczyzny)

 

Ta heroiczna decyzja stawienia czoła najgorszemu przyniosła poecie wiele złudzeń i rozczarowań, by ostatecznie doprowadzić go

do samobójstwa.

 

U potomnych ustaliła się bardzo wysoka ocena przede wszystkim opowiadań obozowych Borowskiego. Większość wierszy jest

uzupełnieniem tematyki zawartej w prozie. Kilka z nich jednak zdobyło szczególną sławę i powracało w poezji ostatnich lat

czterdziestu jako jeden z ważniejszych punktów odniesienie do rozważań o roli poety w różnego rodzaju „czasach pogardy”, stając

się równie słynnym zwrotem, jak przejęte od Hölderlina, a spopularyzowane przez Heideggera pytanie „Cóż po poecie w czasie

marnym?”.