Wyszukiwarka:
Artykuły > Język Polski >

19. Małżeństwa literackie.




19. Małżeństwa literackie. Rodzina to podstawowa i zapewne najważniejsza komórka społeczna. W małżeństwie człowiek szuka miłości, życiowej stabilizacji, szczęścia. Postawa człowieka wobec życia kształtuje się właśnie w rodzinie, ale też na łonie rodziny powstają pierwsze konflikty między małżonkami czy też między rodzicami a dziećmi. Losy małżeństw są bardzo częstym tematem literackim i te szczęśliwe, a także skomplikowane i pogmatwane, spowodowane zdradą, brakiem wzajemności, nietolerancją. Jeżeli przegląd i charakterystykę literackich małżeństw mamy rozpocząć od świętego Aleksego od razu należy stwierdzić, że było to małżeństwo bardzo nietypowe. Aleksy urodził się w Rzymie, jako syn bogatego patrycjusza Eufamijana i jego żony Aglijas. Kiedy Aleksy miał 24 lata pojął za żonę cesarską córkę, królewnę Famijanę. Jednak w noc poślubną opuścił swą młodą żonę, pozostawiając ją w dziewictwie, a sam wyruszył w świat, aby służyć jedynie Bogu, żyjąc w ascezie, jako żebrak. Po wielu latach takiego życia powrócił do Rzymu i resztę życia spędził pod schodami własnego pałacu, skazując się dobrowolnie na chłód, spiekotę i poniżenie, gdyż "każdy nań pomyje lał." Tak żył jeszcze szesnaście lat, patrząc na swych najbliższych, którzy nie wiedzieli, kim jest ten żebrak leżący pod schodami. Tajemnica pochodzenia św. Aleksego wydała się dopiero po jego śmierci, gdyż żonie zmarłego udało się wyjąć z jego zaciśniętej ręki kartkę z imieniem i nazwiskiem. Niezwykła siła woli i samozaparcie to cechy charakteru godne podziwu, ta wytrwałość w dążeniu do celu, której niejednokrotnie brakuje nam, ludziom współczesnym. Natomiast motywy tych poczynań są dla nas niezrozumiałe, tak jak za tysiąc lat nasi potomkowie nie będą rozumieli nas. Budzi też nasz sprzeciw egoizm Aleksego, gdyż myślał on jedynie o swym zbawieniu, a los najbliższych był mu w zasadzie obojętny. Pozostawił w rozpaczy ojca i matkę, opuszczając ich na zawsze, skazał na samotne życie swą młodą żonę. Społeczne funkcje rodziny dostrzegali pisarze odrodzenia. Mikołaj Rej w "Żywocie człowieka poczciwego", chwaląc życie szlacheckie ziemianina, widział je na łonie rodziny, w otoczeniu przyjaznych sąsiadów i życzliwej czeladzi. Praca w sadzie i w ogrodzie jest Ľródłem wielu przyjemności, gdyż zawsze wykonywana jest w towarzystwie żonki. Zimą zaś niezwykle miło jest posiedzieć w ciepłej izbie, porozmawiać z żoną, popatrzeć, jak małe dzieci się bawią. Podobny model życia został przedstawiony w "Pieśni świętojańskiej o Sobótce" Jana Kochanowskiego. Po zebraniu plonów nadchodzi czas błogiego i zasłużonego odpoczynku, pora towarzyskich, zimowych spotkań przy ciepłym kominku. Ten model życia przekazuje ziemianin swym synom i wnukom, ucząc ich, że spokój sumienia i radość życia osiąga się przez uczciwą pracę: "A niedorośli wnukowie, Chyląc się ku starszej głowie, Wykną przestawać na male Wstyd i cnotę chować w cale." Niestety często też w dawnych czasach małżeństwa były zawierane ze względów materialnych, przy czym decyzję podejmowali zazwyczaj rodzice, nie pytając wcale młodych o zdanie. Względami materialnymi kierował się autor "Pamiętników" Jan Chryzostom Pasek, kiedy postanowił się ożenić. Nie znał on w ogóle swej przyszłej żony, zdecydował się pojechać do wdowy Anny z Remiszowskich Łąckiej, gdyż polecił ją Paskowi mąż stryjeczny siostry. Najważniejszym atutem owej wdowy było posiadanie przez nią sporego majątku. Spodobała się ona Paskowi, toteż przystąpił do oględnych oświadczyn, wpraszając się na służbę, nie przewidział jednak, ani nie odgadł, że Anna z Remiszowskich Łącka, decydując się na powtórne zamążpójście była od niego piętnaście lat starsza: "A już mi się przecie podobała była, i że to z młodu bywała gładka, mnie się też i natenczas widziała młoda, i nigdy bym nie rzekł, żeby miała te lata, czegom potem doszedł: w czterdziestu sześć za mnie szła, a ja supponebam, że nie ma nad 30 lat." Szuka posażnej żony również pan Piotr, bohater satyry "Żona modna" Ignacego Krasickiego. Sam przyznaje się, że ożenił się z uwagi na "owe wsie dziedziczne". Małżeństwo to także nic nie wiedziało o uczuciach, jakie powinny łączyć dwoje ludzi, lecz oparte było na przedślubnej intercyzie. Modna żona okazała się kobietą oschłą, egoistką, rozrzutną, której jedyną troską było sprostanie cudzoziemskiej modzie. Zgodziła się wyjechać z miasta na wieś jedynie na okres letni, w angielskiej karecie na resorach, w której pan Piotr z trudem znalazł dla siebie miejsce, gdyż owa dama zabrała ze sobą niezliczoną ilość pudełeczek, a także kanarka w klatce, mysz na łańcuszku, srokę, kotkę z kociętami i suczkę faworytkę. Zwolniła szybko starą, oddaną służbę, szlachecki dworek zamieniła w pałac, wyśmiała męża, który pokazał jej wspólną sypialnię. W końcu urządziła wielki bal, na który zjechali liczni goście z miasta, wśród których nieszczęsny pan Piotr musiał się uganiać "jako jaki sługa", a żona bawiąc gości łaskawie na niego spoglądała i uśmiechała się. W czasie pokazu fajerwerków spaliły się stodoły pełne zboża, lecz pożar gasił sam pan Piotr, gdyż reszta gości traktowała to jako dodatkową atrakcję. Mimo wszystko nie żal nam pana Piotra, gdyż pamiętamy, że ożenił się on z uwagi na wsie dziedziczne swej żony. Podobnie miało wyglądać małżeństwo Szarmanckiego, jednego z bohaterów "Powrotu posła", z Teresą. Szarmancki po przetrwonieniu własnego majątku na zagranicznych wojażach szukał posażnej kandydatki na żonę. Do małżeństwa na szczęście nie doszło, gdyż jej ojciec starosta Gadulski, który chciał ożenić córkę nie dając posagu, mylnie odczytał intencje Szarmanckiego. Natomiast syn Podkomorzego Walery, który od dawna kochał Teresę, z radością pojął ją za żonę, nie żądając żadnego posagu, a chciwemu Gadulskiemu tylko o to chodziło. Należy jednak przypuszczać, że te perypetie majątkowe i uczuciowe rzadko znajdywały tak pozytywne, jak w tej komedii, zakończenie. Małżeństwa romantyczne także nie były niestety szczęśliwe, tak jak i miłość romantyczna, która była zawsze tragiczna, przy czym często prowadziła bohaterów do samobójczej śmierci. Jednak miłość traktowali romantycy jako sprawę najważniejszą w ludzkim życiu. Zawsze jednak na drodze do szczęścia stawały jakieś przeszkody: różnice klasowe, majątkowe, sprzeciw rodziców, zdrada, wreszcie cele ważniejsze niż miłość i rodzinne szczęście. Gustaw, bohater IV części "Dziadów" nie może pojąć za żonę swej ukochanej, którą "oślepiło złoto", gdyż wyszła za mąż za bogacza. Młody Walter Alf, bohater Mickiewiczowskiego "Konrada Wallenroda", pokochał z wzajemnością córkę księcia Kiejstuta - Aldonę, pojął ją za żonę, lecz małżonkowie niedługo cieszyli się szczęściem rodzinnym, gdyż Walter "szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyĽnie". Pozostawił więc w rozpaczy młodą żonę, powrócił do Krzyżaków, został ich mistrzem, aby doprowadzić znienawidzony zakon do zguby. Mimo wielu lat rozłąki miłość ich przetrwała, gdyż Aldona poprzez umówiony znak odgadując, że jej mąż został zdemaskowany przez Krzyżaków i wypił truciznę także umarła z żalu. Tak bardzo się kochali, tak niedługo byli szczęśliwi. Romantyczny poeta w ten sposób uświadamiał swym czytelnikom, że celem nadrzędnym jest zawsze dobro ojczyzny, a nie swoje własne. Literatura epoki pozytywizmu, dając szeroki i obiektywny obraz ówczesnego społeczeństwa dostarcza wiele przykładów małżeństw zarówno szczęśliwych, jak i kojarzonych z czystego wyrachowania. Jedna z najpiękniejszych małżeńskich historii została opowiedziana przez Elizę Orzeszkową w legendzie o Janie i Cecylii, zamieszczonej w powieści "Nad Niemnem". Jan i Cecylia byli to legendarni przodkowie Bohatyrowiczów, którzy przybyli za czasów ostatnich Jagiellonów z centralnej Polski. Chociaż Jan był chłopem, a Cecylia pochodziła z wysokiego rodu młodzi pokochali się i pragnęli spędzić życie razem. Przewidując reakcję swych środowisk przywędrowali na Litwę i schronili się przed resztą świata w nadniemeńskiej puszczy. Byli szczęśliwi nawet wówczas, gdy sypiali w dziupli drzewa, gdy ciężko pracowali przy karczowaniu lasu, zakładając piękną i samowystarczalną osadę. Doczekali się licznego potomstwa i dożyli w szczęściu i miłości 100 lat. Na wzór tego właśnie małżeństwa skojarzone zostaje w powieści małżeństwo Justyny Orzelskiej i Jana Bohatyrowicza. Cieszy nas odważna, podyktowana nakazami serca decyzja Justyny, która zdecydowanie odrzuca propozycję małżeństwa bogatego ziemianina Teofila Różyca i decyduje się wyjść za mąż za Janka. Minęły wieki, a więc nie musi lękać się reakcji swego środowiska, chociaż jej ciotka Emilia Korczyńska nie może pojąć decyzji Justyny, jednak inni bohaterowie powieści z szacunkiem przyjmują decyzję Orzelskiej, która woli pracować, ale spędzić życie u boku kochanego człowieka, czuć się kochaną i dowartościowaną. Wzrusza czytelnika wielkie uczucie i prawdziwe oddanie Jana, który zakochał się w Justynie, nie mając początkowo żadnej nadziei, a potem nie mógł uwierzyć we własne szczęście. Czytelnik cieszy się, że Justyna Orzelska postąpiła tak jak przed wiekami Cecylia, natomiast nie powtórzyła błędu swej ciotki Marty Korczyńskiej, która dwadzieścia kilka lat wcześniej także pokochała chłopa z zaścianka Anzelma Bohatyrowicza, jednak lękała się reakcji swego szlacheckiego środowiska, a także czekającej ją w gospodarstwie Anzelma ciężkiej pracy. Zarówno Anzelm jak i Marta przeżywali resztę życia samotnie, przy czym ciężka praca wcale nie ominęła Marty, gdyż zajmowała się ona prowadzeniem domu Benedykta. Są także w powieści "Nad Niemnem" małżeństwa bardzo niedobrane, w których jedno z małżonków dĽwiga ciężar utrzymania całej rodziny. Żona Benedykta Korczyńskiego Emilia, to kobieta ustawicznie niezadowolona z życia, której obce są troski i kłopoty związane z utrzymaniem majątku Korczyn, obciążonego przez rząd carski podatkami i kontrybucjami wojennymi. Jej życie toczy się w obrębie salonu, wypełnione czytaniem francuskich romansów, uskarżaniem się na "globusa" oraz na męża, żąda wypłaty procentów od wniesionego w posagu majątku na własne potrzeby. Benedykt postanawia jednak za wszelką cenę utrzymać rodzinny Korczyn, chociażby dlatego, że w korczyńskim lesie znajduje się zbiorowa mogiła powstańców, w której spoczywa także jego brat Andrzej. Odmienne role pełnią w małżeństwie Bolesław i Maria Kirłowie. Cały ciężar utrzymania rodziny spoczywa właśnie na niej, zaś mąż Bolesław spędza czas w okolicznych salonach, losy dość licznej rodziny w ogóle go nie obchodzą. Dziwi nas obojętność pani Emilii, ale całkowity brak odpowiedzialności za losy rodziny ze strony pana Bolesława jest po prostu szokujący. Nie mogą z pewnością potoczyć się pomyślnie dalsze losy małżeństwa Zygmunta i Klotyldy Korczyńskich. Zygmunt, syn poległego powstańca Andrzeja wychowywany był przez matkę, która marzyła o tym, aby syn wyrósł także na patriotę, a jako malarz upamiętnił kiedyś bohaterski czyn ojca. Niestety Zygmunt zawiódł wszystkie jej nadzieje. Powstańczy zryw określił, jako patriotyczne mrzonki, wyrósł na bezwzględnego egoistę i kosmopolitę. W młodości zainteresował się Justyną Orzelską, ale zgodnie z życzeniem matki ożenił się z bogatą arystokratką. Mało jednak interesował się żoną, natomiast Justynie zaproponował niedwuznaczną rolę kochanki. Biedna Klotylda przeżywała męki niepewności i zazdrości, chociaż Justyna z oburzeniem odrzuciła niedwuznaczną propozycję Zygmunta. Jednym z najbardziej popularnych literackich małżeństw jest Bogumił i Barbara, bohaterowie "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej. Autorka skupia uwagę na ukazaniu ich życia w kręgu rodzinnym, wśród zwykłych, podobnych do siebie dni, wypełnionych pracą i codziennymi treskami najczęściej pozbawionego wydarzeń niezwykłych i zaskakujących. Barbara i Bogumił poznali się w Borku u państwa Ładów, dalekich krewnych Barbary. Bogumił zakochał się w Barbarze od pierwszego wejrzenia, gdy zadał sobie pytanie, kim jest ta panienka w sukni w kwiaty, wiedział wówczas, że zobaczył kobietę swego życia. Wyznał jej to póĽniej, mówiąc: Gdyby nie ty (...) nigdy nie wróciłbym do normalnego życia, nigdy już nie pokochałbym nikogo." Natomiast o decyzji Barbary w dużej mierze zadecydował takt. że Bogumił był powstańcem, a więc człowiekiem godnym największego szacunku. Pierwsze lata małżeństwa Niechcicowie spędzili w Krępie, dość dużym majątku, którego Bogumił był administratorem. Pani Barbara większość czasu spędzała w domu, zajmując się z pełnym poświęceniem wujem Klemensem Klickim, także powstańcem. Krępa wiąże się głównie z narodzeniem ich pierwszego syna Piotrusia, który stał się oczkiem w głowie obojga rodziców. Szczególnie matka pani Barbara poza synem nie widziała świata, poświęcała mu wszystkie swe uczucia, tak że zabrakło ich dla męża. W Krępie małżonkowie przeżyli też największą tragedię, gdyż Piotruś zmarł na zapalenie płuc. Barbara całe dnie spędzała na grobie syna, oddając się bez reszty wspomnieniom, zaś Bogumił stoczył najtrudniejszą walkę z samym sobą, aby nie popełnić samobójstwa. Małżonkowie nie mogli dłużej tu zostać, nie mogli wiecznie żyć bolesnymi wspomnieniami o jedynym synu. Toteż gdy siostra Barbary Teresa Kociełłowa zawiadomiła ich, że jest możliwość administrowania dużym majątkiem w okolicach Kalińca, wówczas Niechcicowie bez żalu opuścili Krępę i przenieśli się do Serbinowa. Tu mógł Bogumił w pełni realizować swoje zamiłowanie do pracy na roli. W Serbinowie przyszła na świat Agnieszka, nieco póĽniej Emilka i Tomaszek. Dni płynęły dość jednostajnie, Barbara ożywiała się, kiedy przyjeżdżała Teresa z dziećmi lub inni członkowie jej rodziny. Małżonków łączyła wspólna praca, troska o dobre wychowanie dzieci i zapewnienie im przyszłości. O życiu małżeństwa Niechciców można powiedzieć to, co dotyczyć może każdego, zwyczajnego małżeństwa, że bywają w nim "noce, bywają dni powszednie, ale czasem bywają też niedziele." Duży wpływ na losy ich małżeństwa miało przeniesienie się pani Barbary z dorastającymi dziećmi do Kalińca, kupno Pamiętowa, rozstanie z Bogumiłem i śmierć męża. Pani Barbara przeżyła swe życie z jednym mężczyzną, chociaż pojawił się w nim oprócz, Bogumiła najpierw Józef Toliboski, a potem młody nauczyciel z Krępy. Żadnego z nich nie kochała, chociaż całe życie wmawiała sobie, że uczuciem obdarzyła Toliboskiego. Był pierwszym, który ją zauważył i zaczął adorować, a także pierwszym, który ją zlekceważył. Pozostał na zawsze mitem młodzieńczej miłości i utraconego szczęścia. Ilekroć czuła żal do Bogumiła tylekroć myślą i marzeniem uciekała do Toliboskiego, zaś Bogumił wytrwale ją kochał, mimo iż była taka zimna i nieczuła. Często też rozmyślał: ...Tyle rzeczy było w tej Basi, które mogą uprzykrzyć człowiekowi urodę najpiękniejszej kobiety. Tymczasem co na nią spojrzał, wszystko to wydawało mu się pomyłką. Prawdą była tylko ta twarz i te w niej zapowiedzi, które się nigdy nie spełniły. Nie wierzył ni słowom, ni uczynkom. Wierzył tej twarzy, tej gorzkiej urodzie." Jakie ociężały i pozbawiony wdzięku jest Bogumił w porównaniu z uwodzicielskim, pełnym czaru Toliboskim. Był ,jednak człowiekiem, któremu się wierzy, zarówno wtedy, gdy wyznaje swoją miłość pani Barbarze i gdy razem z nią rozpacza po stracie Piotrusia. Bogumił bardzo kochał Barbarę, chociaż zdawał sobie sprawę, że była to miłość nieodwzajemniona. Jak zwykle w życiu tak i w tym wypadku próbował pocieszyć się, spojrzeć optymistycznie na ich związek, mówiąc: "Czyż mocna przestać kochać niebo i ziemię za to, że deszcz i niepogoda?" O małżeństwie Niechciców nie można powiedzieć, że było całkowicie nieudane, chociaż oboje małżonkowie reprezentowali całkowicie odmienne postawy wobec życia. Bogumił Niechcic reprezentuje postawę współbrzmiącą z życiem, główną cechą jego osobowości jest afirmacja życia, umiejętność cieszenia się nim w każdym momencie, a także wielka życzliwość do ludzi, budząca zaufanie: "Patrząc na jego twarz spoglądało się niby w czysty, przestronny dziedziniec, wiodący do bezpiecznego domu". Życie nie szczędziło mu ani pokus, ani trudnych doświadczeń, ani chwil zniechęcenia. Nigdy jednak nie załamywał się, doświadczając złego losu, opanowywał sytuację i pokonywał trudności. Pani Barbara jest postacią bardziej skomplikowaną psychicznie, gdyż reprezentuje postawę nieharmonizującą z życiem. Jest to "niezgodna z życiem" będąca wynikiem niezaspokojonych aspiracji, niewygasłych nadziei i zawierającej miłości. Charakterystyczne jest jej lęk, przed uczestnictwem w życiu, nieufność do ludzi, ciągłe przeżywanie na nowo porażek i nieszczęść, rodzące "wieczny niepokój". Na zakończenie rozważań należy zastanowić się jakie było małżeństwo Ziembiewiczów. Miało szansę być udanym, gdyby nie całkowity brak odpowiedzialności Zenona Ziembiewicza, bohater powieści "Granica" Zofii Nałkowskiej. Jest on synem Waleriana Ziembiewicza, rządcy majątku hrabiego Tczewskiego w Boleborzy. Zenon jeszcze w czasie pobytu w gimnazjum poznaje swoją przyszłą żonę Elżbietę Biecką, której pomagał w nauce matematyki. Elżbietą opiekowała się ciotka Cecylia Kochlikowska, gdyż jej matka prowadziła życie światowej damy. Wówczas Elżbieta nie odwzajemniała jeszcze uczuć Zenona, gdyż zainteresowana była przystojnym rotmistrzem Awaczewiczem, którego spotkała u swojej nauczycielki języka francuskiego. Natomiast Zenon w czasie ostatniego wakacyjnego pobytu w Boleborzy nawiązuje romans z młodziutką córką kucharki Justyną Bogutówną. Jest to w pewnym stopniu zaskakujące, gdyż Zenon potępiał liczne i tolerowane przez matkę romanse ojca z młodymi służącymi, tymczasem sam bardzo szybko wszedł w boleborzański schemat. Po ukończeniu studiów w Paryżu Zenon zostaje redaktorem "Niwy". Rozpoczyna wówczas starania o rękę Elżbiety, co nie przeszkadza mu w kontynuowaniu romansu ze spotkaną przypadkowo na ulicy Justyną, którą Zenon wielokrotnie zaprasza do hotelowego pokoju. Jednocześnie oświadcza się Elżbiecie i zostaje przyjęty, chociaż narzeczona próbuje zerwać zaręczyny, dowiedziawszy się o istnieniu Justyny i jej ciąży, wyjeżdżając do matki do Warszawy. Uczucia jednak są tym razem silniejsze od rozsądku i poczucia moralności, toteż Zenon uzyskuje przebaczenie Elżbiety. Justyna zaś wyznając ukochanemu, że jest w ciąży dowiaduje się w końcu, że nigdy nic jej nie obiecywał i że od dawna związany jest z Elżbietą Biecką. Zrozpaczona Justyna decyduje się na przerwanie ciąży, po czym nigdy już nie powraca do równowagi psychicznej. Przeciwnie jej depresja wciąż się pogłębia. Zenon mógłby bez przeszkód cieszyć się miłością swej żony i małym synkiem Walerianem, gdyby nie Justyna. która dla Ziembiewiczów staje się bardzo sekretnym ciężarem, żąda znalezienia jakiegoś miejsca pracy, które niemal natychmiast porzuca. Kiedy próbuje popełnić samobójstwo Zenon zapewnia jej opiekę lekarską, lecz zawiedziona kochanka wdziera się do gabinetu prezydenta Ziembiewicza i oblewa jego twarz żrącym kwasem. Oślepiony i skompromitowany Zenon popełnia samobójstwo. Został ukarany za to, że własne szczęście chciał budować na krzywdzie drugiego człowieka. Bez skrupułów przekraczał wszelkie, granice odpowiedzialności moralnej. Swym postępowaniem głęboko zranił zarówno Justynę jak i Elżbietę. Uważał przy tym, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Nic przecież nie obiecywał Justynie, potem zaś nigdy nie odmówił jej pomocy, Elżbiecie też w końcu powiedział o istnieniu Justyny. Chociaż obiecał jej, że natychmiast zakończy ten romans, nadal spotykał się z Justyną, gdyż była taka samotna i nieszczęśliwa po śmierci swej matki. Granicę odpowiedzialności moralnej przekroczył w pewnym niedostrzegalnym momencie, a jej istnienie uświadomiła mu dopiero żona Elżbieta, kiedy już oboje nie mogli zapanować nad piętrzącymi się trudnościami, mówiąc: "Chodzi o to, że musi coś przecież istnieć. Jakaś granica, za którą nie wolno przejść, za którą przestaje się być sobą." Tragiczna historia małżeństwa Ziembiewiczów uświadamia nam, że nie można budować własnego szczęścia na cudzej krzywdzie, tak jak to pragnął uczynić Zenon. Opierając się na przytoczonych przykładach można zaryzykować stwierdzenie, że literackie małżeństwa dość rzadko bywają szczęśliwe. Wygląda na to, że fabuła staje się bardziej ciekawa, jeśli przed bohaterami piętrzą się różnorodne przeszkody i kłopoty. Jeśli perypetie te zostają pokonane wówczas losy bohaterów te szare, codzienne, zwyczajne przestają być obiektem zainteresowania literatury. Jednak sam temat jest niezwykle częstym motywem literackim, gdyż małżeństwo jest niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem w ludzkim życiu, a rodzina to najważniejsza, choć najmniejsza komórka społeczna.